21.03.2024, 22:10 ✶
– Widziałam szkic, ale pani z pewnością widziała tę suknię na żywo... – zamyśliła się patrząc na notatkich z których coraz bardziej klarował się motyw inny niż finansowy. Chciała jednak go wykluczyć bardziej dosadnie: – ...czy to nie jest tak, że jak jest dużo drobnych diamentów przyszytych do materiału, a człowiekowi zależy na czasie, to łatwiej mu zgarnąć suknię i odpruć je po prostu poza pracownią?
W głowie cały czas się wahała. Nawet jeśli nie zniknęła gotówka, na co Ci parę galeonów, skoro możesz mieć diamenty. Zdawała sobie sprawę że wartość tych błyskotek musiała być niższa niż dziesięć tysięcy, to wciąż były jednak diamenty i ceny kruszec alchemiczny na wyciągnięcie ręki.
– Mam też pytanie... współpracuje pani z panem Rosierem od niedawna, ale z pewnością interesowała się wcześniej światem krawiectwa i czarodziejskiej mody... Wie pani może kto mógłby życzyć panu Rosierowi takich problemów i zachwiania reputacji? – zapytała pochylając się i robiąc wszystko, by wyglądać mniej jak BUmowiec, a bardziej koleżanka z zakładu obok, która na fajce chętnie posłucha soczystych ploteczek. Ploteczek, które odwróciłyby uwagę od nieszczęsnej dziewczyny.
W głowie zanotowała sobie również, że wypadałoby się dowiedzieć nieco więcej na temat drzewka genealogicznego Rosierów. Kto zyskiwał najwięcej na tej całej imbie z drogą kiecuszką. Jakie było nastawienie pana ojca do całej sprawy. I ta jego wierna asystentka... może chciała wziąć sprawy w swoje ręce jeśli chodzi o dziedziczenie zakładu? Głowa kłębiła się od pomysłów rodem z czytanego dla zabicia bezsennej nudy kryminału. Who done it? Nic tylko pozostało się cieszyć, że ofiarą jest dziesięć tysięcy galeonów, a nie panna młoda, która miała nosić suknię.
W głowie cały czas się wahała. Nawet jeśli nie zniknęła gotówka, na co Ci parę galeonów, skoro możesz mieć diamenty. Zdawała sobie sprawę że wartość tych błyskotek musiała być niższa niż dziesięć tysięcy, to wciąż były jednak diamenty i ceny kruszec alchemiczny na wyciągnięcie ręki.
– Mam też pytanie... współpracuje pani z panem Rosierem od niedawna, ale z pewnością interesowała się wcześniej światem krawiectwa i czarodziejskiej mody... Wie pani może kto mógłby życzyć panu Rosierowi takich problemów i zachwiania reputacji? – zapytała pochylając się i robiąc wszystko, by wyglądać mniej jak BUmowiec, a bardziej koleżanka z zakładu obok, która na fajce chętnie posłucha soczystych ploteczek. Ploteczek, które odwróciłyby uwagę od nieszczęsnej dziewczyny.
W głowie zanotowała sobie również, że wypadałoby się dowiedzieć nieco więcej na temat drzewka genealogicznego Rosierów. Kto zyskiwał najwięcej na tej całej imbie z drogą kiecuszką. Jakie było nastawienie pana ojca do całej sprawy. I ta jego wierna asystentka... może chciała wziąć sprawy w swoje ręce jeśli chodzi o dziedziczenie zakładu? Głowa kłębiła się od pomysłów rodem z czytanego dla zabicia bezsennej nudy kryminału. Who done it? Nic tylko pozostało się cieszyć, że ofiarą jest dziesięć tysięcy galeonów, a nie panna młoda, która miała nosić suknię.