Przewróciła oczami. Przyglądała się mu dłuższą chwilę, a na jej twarzy pojawiło się zmieszane, zmierzyła go wzrokiem, jakby chciała doprowadzić go do porządku. - Wiesz co, tobie to chyba już słońce wystarczająco przygrzało, może i lepiej, że zostaniesz tutaj. - Sama Yaxley miała zdecydowanie aktualnie zdecydowanie inne priorytety, niż dawanie się łapać za boki. To nie było coś, co ją interesowało.
Odsunęła się o krok, gdy dźgnął ją palcem. Nie było to nic specjalnie bolesnego, ale nie zareagowała. Gdyby to zrobiła, mogłaby mu zrobić krzywdę, a tego nie chciała. - Gdybym zareagowała mógłbyś zostać bez palca, następnym razem uważaj, bo potrafię ugryźć. Bardzo mocno. - Nie przyszła tu jednak po to, żeby demonstrować swoją siłę, wolała też nie wykręcać Bagshotowi ręki zbyt mocno. Od lat trenowała szermierkę, jej refleks był naprawdę wyćwiczony, gdyby tylko chciała, mogłaby go powstrzymać, w dosyć bolesny sposób.
- Będziemy się tym martwić, jeśli poleci w moją stronę, aktualnie to nie jest nasze zmartwienie. - Najwyraźniej zupełnie nie zrobiło to na niej wrażenia, bo co może jej się stać? Podpali sobie rękaw, dostanie w twarz? Obrywała już gorszymi rzeczami niż jakąś zabłąkaną iskrą.
- Może za bardzo się starasz, w sensie wiesz, skupiasz się tak bardzo na tym, żeby ci się udało, że magia ma cię w nosie. - W końcu czasem przesadna presja też nie pomagała.
- Zobacz. - Gerry wyciągnęła swoją różdżkę i szybko nią machnęła, pod nosem mruknęła zaklęcie, i cyk. Za pierwszym razem jej się udało.
- Ruch różdżką i wyraźnie wypowiedziane zaklęcie. - Przywróciła jeszcze igłę do wersji zapałki, żeby miał na czym ćwiczyć.