W jednych umierała część, inni umierali całkowicie, a później rodzili się jako nieśmiertelni. Cóż za ironia, nie umiała sobie wyobrazić, jak to jest stracić życie, Sauriel to wiedział, ktoś mu je zabrał. Była ciekawa, czy bardzo bolało, umieranie, ale też sama świadomość, że życie wymknęło się z rąk, że teraz w żyłach nie płynie krew. Czy była, aż taka różnica w tym, jak wyglądało to wcześniej.
Niektórzy ludzie byli bestiami bez magicznej przemiany w wampira. Pod pięknym ciałem kryły się potwory, które atakowały znienacka.
Ona była jednym z nich, mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że ta delikatna dziewczyna była w stanie bardzo dotkliwie kąsać, powoli uwalniała swój potencjał, przekraczała granicę, wszystko w imię nowego, lepszego świata, o którym marzyła, jak o niczym innym.
Szukała swojej ścieżki w tym świecie, przecież dopiero zaczynała tak naprawdę żyć swoim własnym życiem. Nie było to takie proste, jak wydawało się na początku. Może warto było pieprzyć to wszystko i być jak Sauriel, który wyglądał na szczęśliwego. Mimo tego, co mu się przytrafiło. Miej wyjebane, a będzie ci dane, czy coś.
- Zawsze sięgam po najlepsze odpowiedzi. - Nie brakowało jej pewności siebie, w końcu od zawsze była głaskana po głowie, uczona, gdzie jest jej miejsce w tym świecie. Mówili, że jest lepsza od innych i chyba wzięła to sobie do swojego czarnego serduszka.
- Staram się nie, tylko po tej całej akcji byłam, żeby wszyscy myśleli, że obchodzi mnie to, co znajdę w lesie. Wiesz, od czasu do czasu trzeba się pokazać i udawać, że ci zależy. - Udała się w towarzystwie Rabastana na miejsce Beltane, bo wypadało się pokazać, mogłyby się pojawić pytania, gdyby członkowie rodzin czystokrwistych nie zaangażowali się w pomoc po tej rozpierdusze, którą zresztą w większości sami zrobili. - Całkiem przyjemnie było patrzeć, jak świat zapłonął. - Nareszcie śmierciożercy pokazali, że mają siłę, że są w stanie niszczyć i zabijać. Była dumna z tego, że jest jedną z nich, że może służyć Czarnemu Panu.
W przeciwieństwie do swojego towarzysza ona delikatnie zamoczyła usta w alkoholu, nie lubiła tego smaku, ale wiedziała, że lepiej będzie jeśli zrobi to szybko, bo równie szybko go zapomni. Może to była jakaś metoda, po tej jakże interesującej rozkminie postanowiła wlać w siebie zawartość szkła jednym haustem. Skrzywiła się przy tym okropnie, widać było, że nie jest wprawiona, może czas to zmienić.
- Wolę po prostu podziwiać z daleka. - Chociaż kusiło ją, żeby go dotknąć, nigdy bowiem nie miała tej przyjemności, aby pomacać wampira, ale póki co się powstrzymała.
- Na całe szczęście nie mam penisa, to chyba powoduje, brak problemów. - Skomentowała jeszcze jego słowa. - Chociaż zdecydowanie wolę lamparty od kotków.
- Ach, ta melina? Będziesz teraz tam działał? - Była ciekawa, ona sama nie do końca była zadowolona z tego, że się tam znalazła, jednak rozumiała, że takie przedsięwzięcie może niektórym dać radość, powinni jednak bardziej uważać na to z kim współpracują. Na myśl o obecnym tam mugolaku dostawała spazmów.