22.03.2024, 12:23 ✶
Aidan westchnął. Głośno i wyraźnie, tak żeby nie tylko Millie to usłyszała, ale i kilka osób, które stały najbliżej. To nie tak, że był jakimś jebanym altruistą i kochał wszystkich, włącznie z charłakami. Pochodził z takiej a nie innej rodziny, lecz nie darzył "innych" jakąś szczególną antypatią. Ot, Aidan po prostu nie znosił wszystkich tak samo po równo, sprawiedliwie. Sprawy charłacze obchodziły go tyle, co zeszłoroczny śnieg.
- Ale co to ma być za żądanie!? Ani mi się śni, jestem porządnym czarodziejem, wierzy pani temu... temu czemuś!? - zaperzył się tak bardzo, że aż poczerwieniał na policzkach. Nawet Aidanowi brew drgnęła, gdy mężczyzna tak się pieklił. Porządny czarodziej...
- Z tego co zdążyłem zauważyć to porządny czarodziej nie drze mordy na brygadzistów, nie przeprowadza linczu na dziecku i nie zapewnia, że jest porządnym czarodziejem - nie byłby sobą, gdyby się nie wtrącił. Wyciągnął różdżkę ostentacyjnym ruchem, tak żeby nikt przypadkiem go nie posądził o to, że nagle ma zamiar zaatakować z zaskoczenia. Nie chciało mu się jej nawet używać, ale coś mu mówiło, że "porządny czarodziej" może się sadzić. Ogrodnikiem chciał zostać, czy jak?
- Ani mi się śni, żądam sprawiedliwości! Macie świadków! - rozejrzał się po tłumie, który wykrzykiwał jeszcze chwilę temu groźby pod adresem chłopaka. Tylko że... Jakoś tak nagle ich entuzjazm opadł. Widać to było i po ich minach, i oczach. Nie patrzyli ani na niego, ani na brygadzistów. Nawet chłopaka omijali wzrokiem. I chyba kilka osób z tego dziwnego kręgu się ulotniło? Nagle zrobiło się tu luźniej.
- To co, zabieramy pana i pana w celu złożenia wyjaśnień? - zapytał Moody, ignorując całkowicie pieklącego się typa.
- Nigdzie z wami nie idę! Co z was za służby porządkowe! To potwarz! Jawna kpina! - o tyle dobrze, że machał łapami, a nie sięgał po różdżkę.
Gorzej, że młody chłopak chyba wyczuł swoją szansę, zwęszył okazję - bo nagle zerwał się na równe nogi i zaczął spierdalać.
- Ale co to ma być za żądanie!? Ani mi się śni, jestem porządnym czarodziejem, wierzy pani temu... temu czemuś!? - zaperzył się tak bardzo, że aż poczerwieniał na policzkach. Nawet Aidanowi brew drgnęła, gdy mężczyzna tak się pieklił. Porządny czarodziej...
- Z tego co zdążyłem zauważyć to porządny czarodziej nie drze mordy na brygadzistów, nie przeprowadza linczu na dziecku i nie zapewnia, że jest porządnym czarodziejem - nie byłby sobą, gdyby się nie wtrącił. Wyciągnął różdżkę ostentacyjnym ruchem, tak żeby nikt przypadkiem go nie posądził o to, że nagle ma zamiar zaatakować z zaskoczenia. Nie chciało mu się jej nawet używać, ale coś mu mówiło, że "porządny czarodziej" może się sadzić. Ogrodnikiem chciał zostać, czy jak?
- Ani mi się śni, żądam sprawiedliwości! Macie świadków! - rozejrzał się po tłumie, który wykrzykiwał jeszcze chwilę temu groźby pod adresem chłopaka. Tylko że... Jakoś tak nagle ich entuzjazm opadł. Widać to było i po ich minach, i oczach. Nie patrzyli ani na niego, ani na brygadzistów. Nawet chłopaka omijali wzrokiem. I chyba kilka osób z tego dziwnego kręgu się ulotniło? Nagle zrobiło się tu luźniej.
- To co, zabieramy pana i pana w celu złożenia wyjaśnień? - zapytał Moody, ignorując całkowicie pieklącego się typa.
- Nigdzie z wami nie idę! Co z was za służby porządkowe! To potwarz! Jawna kpina! - o tyle dobrze, że machał łapami, a nie sięgał po różdżkę.
Gorzej, że młody chłopak chyba wyczuł swoją szansę, zwęszył okazję - bo nagle zerwał się na równe nogi i zaczął spierdalać.