Geraldine po prostu miała swoje zasady, jedną z nich było nie zbliżanie się za blisko do członków swojego domu, szczególnie, że znali się od samego początku swojej drogi w Hogwarcie. Wolała unikać później niepotrzebnych spin i innych takich, do tego była aktualnie na takim etapie, że zupełnie nie interesowali jej chłopcy, może czasem, ktoś z rocznika wyżej zwrócił jej uwagę, ale nie ci, którzy kręcili się obok niej.
Próby Isaaca nawet ją bawiły, wiedziała, że większość dziewcząt byłaby zachwycona tymi końskimi zalotami, ale nie ona. Nie teraz.
- Ciekawe, która będzie ostatnia. - Nawet ją to rozbawiło, właściwie to ktoś musiał przecierać nowe szlaki, nawet jeśli chodziło o coś tak błahego, może chłopak wyciągnie z tego jakąś lekcję.
- Ale uważaj na siebie, bo później będę się musiała tłumaczyć pigule z tego, że to nie ja ci to zrobiłam, a ona mi nie ufa, nie po tych wszystkich bójkach z ślizgonami. - Najwyraźniej trafił się jej przypadek beznadziejny, co tylko spowodowało większą chęć do pracy, działało to na zasadzie JA GO NIE NAUCZĘ. Uwielbiała wyzwania, wiedza z transmuracji Isaaca miał się okazać być jednym z większych z jakimi przyszło jej walczyć.
- Weź, co ty gadasz, jakoś to ogarniemy, tylko musisz się wyluzować i przestać tym przejmować. - Rada idealna, szczególnie dla kogoś, kto w ogóle nie radził sobie z tematem.
- Oczywiście, że jestem. Nie ma osób, które byłyby dobre we wszystkim, moją piętą Achillesa są uroki, nienawidzę ich. - Cóż, zdecydowanie bardziej przepadała za tymi praktyczniejszymi dziedzinami magii.