Mogli gdybać. Mogli rozważać różne opcje. Tyle tylko, że każda jedna opcja, na ten moment zdawała się prowadzić do nikąd. O ile genetyka mogła być tym, co różniło go od Martesa, to w dalszym ciągu nie mieli przecież pewności odnośnie tego kim był trzeci śmierciożerca. Czy cokolwiek łączyło go z Theonem? Czy istniały jakieś różnice pomiędzy nim, a Louvainem? Aby móc poczynić tutaj jakiekolwiek założenia, musieliby niektóre kwestie potwierdzić. Albo im zaprzeczyć. Musieliby upewnić się w tym, że ich problemy mogły być powodowane tym samym.
- Zakładam, że Czarny Pan był w stanie opuścić Limbo bez większych konsekwencji. Podobnych do moich? - potwierdził podejrzenia brata. - Nie miałem zarazem okazji się z nim widzieć. Rozmawiać.
Aż nasuwało się pytanie - czy Czarny Pan również był jednym z nich? Czy na skutek swojej podróży do Limbo, stał się kolejnym zimnym? To było nawet ciekawe. Bo jeśli jego ten problem nie dotknął, to musiało być to czymś podyktowane. Kolejny raz. Kolejna kwestia. Jeszcze jedna różnica, którą powinni wziąć pod uwagę.
Prawda była jednak taka, że Theonowi niekoniecznie śpieszyło się do tego, aby spotkać się z Mistrzem. Zadać mu pytania. Porozmawiać z tym właśnie człowiekiem. Może to jakieś pozostałości instynktu samozachowawczego? Coś mu jednak mówiło, jakiś taki cichy głosik z tyłu głowy, że niekoniecznie miał być tym, któremu Czarny Pan udzieli jakichkolwiek odpowiedzi. Jakiejkolwiek pomocy?
- Gdzie zamierzasz ich szukać? - zapytał. Sam nie miał wielu pomysłów. Uważał to ponadto za dość ryzykowne. Nie pójdzie przecież do biblioteki Parkinsonów i nie zacznie tam wypytywać o jakieś prace, które mogłyby zahaczać o tę tematykę. To byłoby jak proszenie się o nieszczęście. Kilka takich akcji i z pewnością ściągnąłby na siebie niepotrzebną uwagę. Co innego jednak Nicholas. Jako pracownik Departamentu Tajemnic... być może mógł pozwolić sobie na więcej swobody. Na bardziej jawne działania? Konkretniejsze? Ale i tu ryzyko nie znikało. - Tych informacji?
Kwestia ukrycia swojego obecnego stanu, była w tym momencie najmniejszym problemem. Wiedział jak to zrobić. Wiedział, co było mu do tego potrzebne. Tutaj sprawy nie były aż tak bardzo skomplikowane. Problem pozostawał jednak jeden i ten sam - wszystko to było tymczasowe. Nic nie było na stałe. Mógł to zatuszować, ale jednocześnie nie wiedział, w jaki sposób należało to odkręcić. Od czego zacząć?
- Jeśli chodzi Ci o te miłe odczucia towarzyszące kontaktowi z moim organizmem, ciałem, to jest na to sposób. - poinformował brata. Bo i nie było to czymś, co powinien ukrywać. Nie widział takiej potrzeby. - Mikstura imitująca ciepło ludzkiego ciała jest w stanie tymczasowo temu zaradzić, tak mi powiedziano. I zdaje się to rzeczywiście działać.
I nawet zdążył już tą miksturę zdobyć. Korzystał z niej jednak w ograniczonym stopniu. Zakresie. Oszczędzał, na wypadek gdyby musiał opuścić własne mieszkanie na dłużej. Wrócić do pracy? Poruszać się pośród innych ludzi.