Nie jej było oceniać, to czy ten strój jest skuteczny, o tym najlepiej wiedział sam Gio, wierzyła, że jego decyzje są racjonalne i słuszne, chociaż jej się nie do końca takie wydawały.
Tak, miała świadomość, że bardzo się od siebie różnią, mieli zupełnie inne podejście to wszystkich spraw, dlatego czasem było jej ciężko lawirować między nimi. Musiała się zastanawiać, jak, z którym rozmawiać, niby miała już w tym wieloletnie doświadczenie, jednak czasem sama się gubiła.
- To dobrze, sam wiesz, że nie wszyscy czują potrzebę strojenia się, żeby zjeść kolację, mimo tego stać ich na wizyty w ekskluzywnych miejscach. - Gerry rzadko kiedy się stroiła, chyba, że nadarzyła się ku temu jakaś większa okazja, zresztą wychodziła z założenia, że dzięki temu, kiedy ubierała coś innego niż standardowe ubrania było to bardziej widoczne i nie musiała wiele robić, aby zaskakiwać znajomych i pławić się w komplementach, bo wszyscy zauważali odmianę.
- Tak, to zaskakujące, ale wydaje mi się, że całkiem niezły pomysł, zawsze to coś innego. - W sumie skłoniło ją to do zastanowienia się, czy może by sobie gdzieś nie wyjechać chociaż na kilka dni, żeby odpocząć, uciec od codzienności i po prostu egzystować. Nie był to wcale taki głupi pomysł. Będzie musiała sobie znaleźć kompana.
- Nie jadłam tu jeszcze, jeden znajomy wspomniał mi o tym miejscu, więc stwierdziłam, że warto sprawdzić, ale nie chcę być odpowiedzialna za twój wybór, bo pewnie wybiorę najgorsze danie w całej karcie. - Rzekła z nieukrywaną szczerością, zawsze jej się to przytrafiało, gdy bywała w nowych miejscach. - Nie wiem, może coś z mięsem, musi być mięso, żebym mogła się najeść. - Miała taką przypadłość żywieniową, że mogła poczuć się syta dopiero jeśli zjadła coś mięsnego. - Widzę coś z baraniną, chyba zaryzykuję. - Jedna z potraw zwróciła jej uwagę, nie chciała stawiać na owoce morze, bo na pewno były pyszne, tyle, że nie będzie w stanie się tym najeść.