Może przesadził. Może powinien inaczej coś powiedzieć. Ale też nie chciał być nieuprzejmy. Liczył na wyrozumiałość. Zmęczenie też mogłoby mieć w tym swój udział. Cokolwiek. Ale na szczęście większość towarzystwa była tak jak przypuszczał, wyrozumiała? Szczególnie kobieta, która próbowała uspokoić swojego kolegę. Richard podziękował jej uprzejmym uśmiechem. Ruszył się, kiedy brat wstał ze swojego miejsca, aby móc również uczynić to samo.
- I do zobaczenia jutro.Dodał od siebie, po tym jak brat im życzył tego miłego wieczoru. Trochę się nasiedzieli, poznali nowych ludzi, nawet jeżeli to Robertowi nie pasowało, to jednak umiał włączyć się do towarzystwa.
Rozglądając się, również Richard nie zarejestrował, jak szybko ów bar się zapełnił. Ludzie widocznie musieli sobie pozwolić na świętowanie i dobre przygotowanie towarzyskie przed meczem. Spojrzał na brata, który zapytał o wyjście lub wskazując bar, chciał zasugerować zakup jedzenia na wynos.
- No tak…Racja. Nie najadł się. Kiedy mu ukradziono rybkę.
- Chodźmy. Gdzie indziej kupię.
Zdecydował. Jak mają znów tutaj czekać, to się zanudzą. A biorąc pod uwagę zbierający się tłum, lepiej byłoby już opuścić miejsce. Zatem idąc za Robertem, próbowali się co prawda przecisnąć między stolikami. Zachowując ostrożność. To jednak nie zawsze wszystko pójdzie dobrze.
Usłyszawszy głos kobiety, skierował spojrzenie w jej stronę, widząc także reakcję brata. Rozlane piwo. Bo przez przypadek trącił. Mogła nie trzymać tak blisko swojej kiecki.
- Spokojnie.Próbował zapanować nad sytuacją.
- Proszę się rozejrzeć. Jest tutaj tłoczno. Ciężko się przecisnąć nie naruszając czyjejś przestrzeni osobistej.
Chciał na spokojnie rozwiązać problem. Stanął przy Robercie, na wszelki wypadek, gdyby komuś odwaliło mu zrobić jakąś krzywdę. Czuł się w obowiązku chronić brata. Sam mu tę wycieczkę zaproponował, przekonać, zabrał to nie może pozwolić na to, aby coś mu się stało. Z tak głupiego nawet powodu.
Sytuacja jednak wesoło nie wyglądała.
- To trzeba było nie przychodzić!
Odrzekł dość nieprzychylnie do nich nastawiony. Kobieta, której sukienka została zabrudzona, przeklinała pod nosem, próbując serwetkami wytrzeć. Jakaś kobieta jej w tym pomagała. Siostra? Kuzynka? Wydawały się być do siebie podobne.
- Już wychodzimy.
Robertowi chyba nie musiał dawać żadnego sygnału, aby ruszyć ku drzwi wyjściowych. Sam jednak był czujny, kiedy się oddalali, czy sytuacja nie zrobi się zbyt nieprzyjemna.