23.03.2024, 09:20 ✶
Gdyby tylko słyszał jego myśli, to by go trzepnął w ucho. Chociaż kto wie, czy akurat do niego byłby taki chętny, by wystartować z łapami. Akurat w kwestii Stanleya ograniczał się do słownych złośliwości - z jakiegoś powodu. Być może go lubił, być może nawet jeśli go denerwował, to nie na tyle, by faktycznie wyprowadzić z równowagi. A być może po prostu Aidan nie był aż takim debilem i zdawał sobie sprawę z tego, że Stanley mógł być po prostu silniejszy? Któż to wie.
Gdy Borgin wspomniał o tym, że to jego czeka spisywanie Penny, westchnął ostentacyjnie. Mieli już jako taką wspólną wersję, więc po prostu machnął metaforycznie ręką i sięgnął do kieszeni kurtki. Na jego szczęście Stanley go ubiegł, więc mógł po prostu przestąpić z nogi na nogę i dopalić w spokoju papierosa numer dwa. Bo numer jeden ta cholernica mu wyrwała z ręki i brutalnie zakończyła jego żywot. Słuchał uważnie, układając sobie wszystko w głowie jeszcze raz. Dopasowywał wersję wydarzeń do tego, co usłyszeli wcześniej.
- Będzie trzeba powiadomić Terry'ego. Terrance Trelawney, współwłaściciel - to drugie dodał już w kierunku Stanleya, bo dałby sobie rękę uciąć, że będą o niego pytać. Być może go wezwą po to, by upewnić się, że faktycznie nie było go w sklepie lub czy domyśla się, kto mógł być odpowiedzialny za próbę włamania do sklepu. Potem wyśle Penny sowę, żeby przedstawiła mu oficjalną wersję wydarzeń. Chyba że nie zdążyła mu powiedzieć o tym, że ktoś faktycznie planował włam do sklepu, o czym przecież i on, i ona wiedzieli. To by wszystko ułatwiło, bo Terry nie musiałby wcale kłamać.
Gdy Penny mówiła, on co jakiś czas kiwał głową. Na ten moment wszystko wyglądało dobrze i logicznie. Nie było nieścisłości, nie było żadnego ale. Parkinson zaciągnął się papierosem w zamyśleniu.
- I oczywiście nie domyślasz się, kim mogli być niedoszli włamywacze, prawda? - skupił wzrok na rudej. Zmrużył lekko oczy. Miała na tyle oleju w głowie, by się domyślić, że w tej chwili powinna przytaknąć. Dodać, że nigdy ich nie widziała. Zerknął na ciało szczura, które wciąż leżało na podłodze. Westchnął. - Wezwę kogo trzeba, bo czas nam się kończy i jeszcze typ wyzionie ducha, a nam się czasowo nie poskleja.
W zasadzie to w normalnych warunkach powinni od tego zacząć, a nie od przesłuchania rudowłosej. Ale to nie były normalne warunki - co nie znaczyło, że powinni zwlekać z zawiadomieniem innych. Zwłaszcza że wybuch był słyszalny. Dla pewności sprawdził jeszcze, czy mężczyzna nadal ma puls, a potem użył fal, żeby powiadomić kogo trzeba. Przymknął oczy i zamilkł na kilka chwil.
- Zaraz będą. Macie minutę - albo nawet mniej.
Gdy Borgin wspomniał o tym, że to jego czeka spisywanie Penny, westchnął ostentacyjnie. Mieli już jako taką wspólną wersję, więc po prostu machnął metaforycznie ręką i sięgnął do kieszeni kurtki. Na jego szczęście Stanley go ubiegł, więc mógł po prostu przestąpić z nogi na nogę i dopalić w spokoju papierosa numer dwa. Bo numer jeden ta cholernica mu wyrwała z ręki i brutalnie zakończyła jego żywot. Słuchał uważnie, układając sobie wszystko w głowie jeszcze raz. Dopasowywał wersję wydarzeń do tego, co usłyszeli wcześniej.
- Będzie trzeba powiadomić Terry'ego. Terrance Trelawney, współwłaściciel - to drugie dodał już w kierunku Stanleya, bo dałby sobie rękę uciąć, że będą o niego pytać. Być może go wezwą po to, by upewnić się, że faktycznie nie było go w sklepie lub czy domyśla się, kto mógł być odpowiedzialny za próbę włamania do sklepu. Potem wyśle Penny sowę, żeby przedstawiła mu oficjalną wersję wydarzeń. Chyba że nie zdążyła mu powiedzieć o tym, że ktoś faktycznie planował włam do sklepu, o czym przecież i on, i ona wiedzieli. To by wszystko ułatwiło, bo Terry nie musiałby wcale kłamać.
Gdy Penny mówiła, on co jakiś czas kiwał głową. Na ten moment wszystko wyglądało dobrze i logicznie. Nie było nieścisłości, nie było żadnego ale. Parkinson zaciągnął się papierosem w zamyśleniu.
- I oczywiście nie domyślasz się, kim mogli być niedoszli włamywacze, prawda? - skupił wzrok na rudej. Zmrużył lekko oczy. Miała na tyle oleju w głowie, by się domyślić, że w tej chwili powinna przytaknąć. Dodać, że nigdy ich nie widziała. Zerknął na ciało szczura, które wciąż leżało na podłodze. Westchnął. - Wezwę kogo trzeba, bo czas nam się kończy i jeszcze typ wyzionie ducha, a nam się czasowo nie poskleja.
W zasadzie to w normalnych warunkach powinni od tego zacząć, a nie od przesłuchania rudowłosej. Ale to nie były normalne warunki - co nie znaczyło, że powinni zwlekać z zawiadomieniem innych. Zwłaszcza że wybuch był słyszalny. Dla pewności sprawdził jeszcze, czy mężczyzna nadal ma puls, a potem użył fal, żeby powiadomić kogo trzeba. Przymknął oczy i zamilkł na kilka chwil.
- Zaraz będą. Macie minutę - albo nawet mniej.