23.03.2024, 09:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 22:36 przez Rodolphus Lestrange.)
- Nie mam pojęcia, Victorio, moja praca nie polega na ganianiu za smokami i pożyczaniu ubrań od innych osób, bo moje spłonęły - odezwał się, nawet nie próbując zamaskować uśmiechu. To było tak absurdalne, że gdyby kto inny mu o tym powiedział, to możliwe że by miał wątpliwości, czy to była prawda. Ale mówiła mu to Victoria, a poza tym Brenna w jednym z listów wspominała, że prawie spłonęła, więc siłą rzeczy kuzynka musiała mówić prawdę. To było tym bardziej zabawne.
Gdy wspomniała o kurzu i o tym, że opada na wszystko, skrzywił się. Nie podejrzewał, że będzie tak uparta. Chyba wyraźnie dał do zrozumienia, że po prostu nie lubił tego typu bzdur i pierdół na półkach, parapetach czy meblach. A jednak kuzynka ciągnęła temat, wyciągała logiczne argumenty i jeszcze oskarżała go o sprzątanie bez użycia magii. Na tę insynuację prychnął.
- Mówiłem przecież, że przychodzi tu skrzat, czyż nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie, które w jego opinii miało rozwiać wątpliwości co do sprzątania po mugolsku czy przy użyciu różdżki. - Czemu ci tak na tym zależy?
Zmarszczył brwi, zadając w sumie najważniejsze pytanie. Bo to, że Victoria bawiła się doskonale, próbując go zapędzić w kozi róg, było oczywiste i nawet tego nie komentował. Niech się bawi, zawsze to jakaś rozrywka, a ona jej zdecydowanie potrzebowała. Zaczynała jednak naciskać, wyciągając pochopne wnioski, co wymusiło na nim konkretną reakcję - bo z jakiegoś powodu w to brnęła. I nawet jeśli odpowie, że "bez powodu", to raczej by jej nie uwierzył.
Gdy wspomniała o Stanleyu i rozjaśniła trochę jego sytuację, zamrugał. Moody wyrzuciła go z gabinetu... Czyżby to było klasyczne nieporozumienie w myśl "Jeśli Moody nie odwoła swoich słów, to wypierdalam?" "A co powiedziała?" "Żebym wypierdalał".
- Wyrzuciła go z gabinetu, a on tak po prostu zniknął? Pomyślał, że to wypowiedzenie nie na piśmie czy jak? - a więc o to chodziło naczelnym plotkarom w Ministerstwie. No cóż... Mógł tylko sobie wyobrażać, jakich słów użyła Harper, wypieprzając Borgina z gabinetu. Może się nie zrozumieli i jej słowa wziął zbyt dosłownie? To nie byłby pierwszy raz, gdy ogólnie w pracy działo się coś podobnego. Niektórzy brali słowa przełożonych takimi, jakie były - mimo że za nimi kryło się drugie dno.
Gdy znowu wróciła do tematu urządzania mieszkania, tym razem się nie powstrzymał i przewrócił oczami. Bo jest tu pusto... Co do echa to by się nie zgodził, w końcu meble i ciężkie zasłony pochłaniały dźwięki, które normalnie odbijałyby się od pustych ścian.
- Jesteś uparta - stwierdził tylko, dopijając wodę. Oparł wygodnie plecy o oparcie fotela i ponownie przeleciał spojrzeniem po wnętrzu. Może kuzynka miała trochę racji w tej kwestii. Było tu pusto, sterylnie niemal. Bezosobowo. Ale był do tego tak przyzwyczajony, że po prostu nie wiedział, po co miałby to zmieniać. - Przyzwyczaiłem się do tego, jak wygląda to mieszkanie. [b]- Mogę nad tym pomyśleć, jeśli to sprawi, że będziesz szczęśliwa.
Odezwał się w końcu, na powrót ogniskując wzrok na Victorii. Jeśli tak bardzo jej zależało, to może byłby w stanie pójść na jakieś drobne ustępstwo. Nie dlatego, że mu zależało, bo w dupie miał wystrój wnętrza. Ale Victoria po ostatnich wydarzeniach chyba potrzebowała takich małych zwycięstw, nawet jeśli dotyczyły kompletnych bzdur.[/b]
Gdy wspomniała o kurzu i o tym, że opada na wszystko, skrzywił się. Nie podejrzewał, że będzie tak uparta. Chyba wyraźnie dał do zrozumienia, że po prostu nie lubił tego typu bzdur i pierdół na półkach, parapetach czy meblach. A jednak kuzynka ciągnęła temat, wyciągała logiczne argumenty i jeszcze oskarżała go o sprzątanie bez użycia magii. Na tę insynuację prychnął.
- Mówiłem przecież, że przychodzi tu skrzat, czyż nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie, które w jego opinii miało rozwiać wątpliwości co do sprzątania po mugolsku czy przy użyciu różdżki. - Czemu ci tak na tym zależy?
Zmarszczył brwi, zadając w sumie najważniejsze pytanie. Bo to, że Victoria bawiła się doskonale, próbując go zapędzić w kozi róg, było oczywiste i nawet tego nie komentował. Niech się bawi, zawsze to jakaś rozrywka, a ona jej zdecydowanie potrzebowała. Zaczynała jednak naciskać, wyciągając pochopne wnioski, co wymusiło na nim konkretną reakcję - bo z jakiegoś powodu w to brnęła. I nawet jeśli odpowie, że "bez powodu", to raczej by jej nie uwierzył.
Gdy wspomniała o Stanleyu i rozjaśniła trochę jego sytuację, zamrugał. Moody wyrzuciła go z gabinetu... Czyżby to było klasyczne nieporozumienie w myśl "Jeśli Moody nie odwoła swoich słów, to wypierdalam?" "A co powiedziała?" "Żebym wypierdalał".
- Wyrzuciła go z gabinetu, a on tak po prostu zniknął? Pomyślał, że to wypowiedzenie nie na piśmie czy jak? - a więc o to chodziło naczelnym plotkarom w Ministerstwie. No cóż... Mógł tylko sobie wyobrażać, jakich słów użyła Harper, wypieprzając Borgina z gabinetu. Może się nie zrozumieli i jej słowa wziął zbyt dosłownie? To nie byłby pierwszy raz, gdy ogólnie w pracy działo się coś podobnego. Niektórzy brali słowa przełożonych takimi, jakie były - mimo że za nimi kryło się drugie dno.
Gdy znowu wróciła do tematu urządzania mieszkania, tym razem się nie powstrzymał i przewrócił oczami. Bo jest tu pusto... Co do echa to by się nie zgodził, w końcu meble i ciężkie zasłony pochłaniały dźwięki, które normalnie odbijałyby się od pustych ścian.
- Jesteś uparta - stwierdził tylko, dopijając wodę. Oparł wygodnie plecy o oparcie fotela i ponownie przeleciał spojrzeniem po wnętrzu. Może kuzynka miała trochę racji w tej kwestii. Było tu pusto, sterylnie niemal. Bezosobowo. Ale był do tego tak przyzwyczajony, że po prostu nie wiedział, po co miałby to zmieniać. - Przyzwyczaiłem się do tego, jak wygląda to mieszkanie. [b]- Mogę nad tym pomyśleć, jeśli to sprawi, że będziesz szczęśliwa.
Odezwał się w końcu, na powrót ogniskując wzrok na Victorii. Jeśli tak bardzo jej zależało, to może byłby w stanie pójść na jakieś drobne ustępstwo. Nie dlatego, że mu zależało, bo w dupie miał wystrój wnętrza. Ale Victoria po ostatnich wydarzeniach chyba potrzebowała takich małych zwycięstw, nawet jeśli dotyczyły kompletnych bzdur.[/b]