23.03.2024, 12:28 ✶
Isaac od kilku tygodni również borykał się z brakiem czasu. Chyba nigdy w życiu nie był aż tak zajęty. Nie dość, że podjął się pracy na etacie, czytał archiwalne wydania Proroka Codziennego (panie w archiwum już go znały, co było akurat plusem, bo z jedną miał zamiar się umówić), pisał plan swojej książki, to jeszcze wykonywał zadania dla Anthony’ego Shafiqa. Był zmęczony i nie miał czasu na swoje rozrywki. W głębi duszy, oskarżał o wszystko właśnie Anthony’ego. Mimo to, zawsze uśmiechał się lekko na myśl o tym ekscentrycznym jegomościu.
Kilka dni temu, natrafił na kilka ciekawych artykułów dotyczących rodziny Mulciber. Wspominano o nich w archiwalnych wydaniach gazety, jak i również w tych aktualnie wydawanych egzemplarzach. Rodzina czystej krwii, rezygnacja ze stanowiska kiedy premierem została osoba mugolskiego pochodzenia, skazanie za morderstwo - to trochę podsunęło Isaacowi pomysł, że mógłby porozmawiać z którymś Mulciberem i zapytać o ich nastroje oraz zdanie na temat sytuacji w polityce. O oczy obiła mu się również reklama ich biznesu produkującego świeczki i kadzidła. Nie było więc lepszego sposobu, niż umówić się na spotkanie i iść na żywioł! Świeczki i kadzidła - to również mogło być interesujące.
Isaac nie lubił się spóźniać, więc przyszedł na spotkanie chwilę wcześniej. Jak zwykle miał na sobie marynarkę, eleganckie spodnie i kapelusz. Na widok Roberta siedzącego przy stoliku, uśmiechnął się i podszedł do niego ściągając nakrycie głowy. Wyciągnął rękę żeby się przywitać.
-Isaac Bagshot, bardzo mi miło, panie Mulciber. - Powiedział i usiadł naprzeciwko mężczyzny. Rozejrzał się po kawiarni z wyraźnie zadowoloną miną i zatrzymał na chwilę wzrok na kelnerce. Oceniał, czy była ładna. - Bardzo urokliwe miejsce, panie Mulciber. Muszę przyznać, że Londyn naprawdę bardzo się zmienił… - Zaczął i spojrzał na swojego rozmówcę. - … sam nie wiem czy na gorsze, czy na lepsze. Bo widzi pan, trochę mnie w kraju nie było i dopiero nadrabiam zaległości. - Jeżeli Robert miałby kojarzyć skądś Isaaca, to na pewno jako autora dwóch książek oraz różnych artykułów traktujących o historii i antropologii, które napisał będąc za granicą.
Kilka dni temu, natrafił na kilka ciekawych artykułów dotyczących rodziny Mulciber. Wspominano o nich w archiwalnych wydaniach gazety, jak i również w tych aktualnie wydawanych egzemplarzach. Rodzina czystej krwii, rezygnacja ze stanowiska kiedy premierem została osoba mugolskiego pochodzenia, skazanie za morderstwo - to trochę podsunęło Isaacowi pomysł, że mógłby porozmawiać z którymś Mulciberem i zapytać o ich nastroje oraz zdanie na temat sytuacji w polityce. O oczy obiła mu się również reklama ich biznesu produkującego świeczki i kadzidła. Nie było więc lepszego sposobu, niż umówić się na spotkanie i iść na żywioł! Świeczki i kadzidła - to również mogło być interesujące.
Isaac nie lubił się spóźniać, więc przyszedł na spotkanie chwilę wcześniej. Jak zwykle miał na sobie marynarkę, eleganckie spodnie i kapelusz. Na widok Roberta siedzącego przy stoliku, uśmiechnął się i podszedł do niego ściągając nakrycie głowy. Wyciągnął rękę żeby się przywitać.
-Isaac Bagshot, bardzo mi miło, panie Mulciber. - Powiedział i usiadł naprzeciwko mężczyzny. Rozejrzał się po kawiarni z wyraźnie zadowoloną miną i zatrzymał na chwilę wzrok na kelnerce. Oceniał, czy była ładna. - Bardzo urokliwe miejsce, panie Mulciber. Muszę przyznać, że Londyn naprawdę bardzo się zmienił… - Zaczął i spojrzał na swojego rozmówcę. - … sam nie wiem czy na gorsze, czy na lepsze. Bo widzi pan, trochę mnie w kraju nie było i dopiero nadrabiam zaległości. - Jeżeli Robert miałby kojarzyć skądś Isaaca, to na pewno jako autora dwóch książek oraz różnych artykułów traktujących o historii i antropologii, które napisał będąc za granicą.