Kiedy Marie otrzymała list z propozycją spotkania, w celu zakupienia nowej sukienki od nikogo innego jak samego Rodolphusa Lestrange, omal nie pisnęła z zachwytu. Napisał do niej list. Kolejny. No przecież wcześniej też pisał. Umawiali się w barze, porozmawiali. Poznali lepiej. Z tej radości od razu postanowiła mu odpisać. Starannie wyszukała idealny papier, kopertę. Pisała ładnie, starannie. Uperfumowała całość. Przytuliła swojego ptaszka i dała mu list na drogę. Następnie niczym zauroczona księżniczka, czekała na powrót sowy. Rozmarzona.
Sowa wróciła, odpowiedź zwrotną dziewczyna otrzymała i aż ze szczęścia musiała pochwalić się swoim psiapsiółką, kiedy z nimi spotkała.
Listy jakie otrzymywała od Rodolphusa, były przechowywane w jednym z jej ulubionych pudełeczek, starannie ułożone. Niczym jej magiczny skarb.
W pracy trochę ciężko było się jej skupić na swoich zdaniach, myślami będąc gdzie indziej. Wyobrażając sobie jak ten dzień może minąć. Jak będzie wyglądał. Dostała jednak ostrzeżenie od koleżanek, że on podobno jest zaręczony. Może to tylko plotka? Nie chciała w to jakoś wierzyć. Nie chciała myśleć, że ich znajomość skończy się tylko na tej sukience. Kupi jej i zapomni. Może za szybko wierzyła w coś więcej?
Kiedy przyszedł po nią, przystojnie ubrany, zabrała swoją torebkę i podeszła do niego. Dzisiaj musiała być służbowo ubrana, nie mogła odpindolić się, aby zawrócić mu w głowie. Spódnica lekko nad kolana czarna, biała bluzka koronkowa i czarna marynarka. Z makijażem także nie przesadzała, starając się utrzymywać jego tonację taką, jaką widział ją ostatnimi razy Lestrange.
Może i unikali dosłownej bliskości, lecz rozumiała że to pewnie za wcześnie myśleć o przyszłości. "Cierpliwości Marie. Cierpliwości…" – mówił jej w głowie jeden głosik. "Jejku, jaki on przystojny…" – szeptał jej w głowie drugi głosik.
I tak przez całą drogę, aż dotarli do sklepu Rosierów. Gdyby nie różowy puder na policzkach, może nie ukryłaby swoich lekkich rumieńców? Taki dżentelmen z niego. Otwierający drzwi, pilnujący ją. Dotykający na plecach. Aż poczuła motylki w brzuszku.
Marie obejrzała się za Rodolphusem, który postanowił rozejrzeć się, zaś ona została zapytana, czego potrzebuje. Musiała się chwilę zastanowić. Także omiotła wzrokiem asortyment.
Zapytała, uwagę przenosząc na kobietę. Choć do ślubu brata było trochę czasu, to jednak teraz zdecydowała się na coś wieczorowego. Idealnego, co także by się Rodolphusowi spodobało. Nie znała jego gustu, ale może czas z tego skorzystać? Dowiedzieć się, co lubi? Co według niego by jej pasowało?