- Myślę, że szybko byś pożałował tej decyzji. - Uśmiechnęła się zadziornie, bo był z niej naprawdę kawał cholery i nie sądziła, żeby taki Isaac potrafił sobie z nią poradzić, nie było takiej opcji. Zdecydowanie lepiej im zrobi jeśli zostaną tylko na stopie koleżeńskiej. I jemu i jej.
- Dobra, dobra, bo wyglądasz, jakby to był koniec świata, a to tylko jedna z wielu dziedzin magii, może ci się do niczego nigdy nie przydać. - Wydawało jej się, że każdy ma jakieś wady i to było zupełnie normalne. Jasne, musieli posiadać, jakąś wiedzę, żeby zdać te nieszczęsne egzaminy i zamierzała mu się pomóc do nich przygotować, ale później mógł zapomnieć o transmutacji, bo właściwie skoro jej nie lubił, to po co miał się męczyć?
- Popatrz, ten twój urok coś cienki, albo po prostu jestem na niego odporna. - Dalej próbował się przekomarzać i nawet ją to bawiło. - Jakoś się prześlizgnę, wolę poświęcać czas dziedzinom, w którym jestem dobra. - Nawet tego nie ukrywała. Doskonalenie swoich atutów uważała za istotniejsze od skupiania się na niepowodzeniach i dziedzinach, które nie był stworzone dla niej.
Klasnęła w dłonie widząc sukces swojego ucznia. - No to pierwsze koty za płoty, będzie tylko lepiej. - Był to może mały sukces, ale przynajmniej tym razem się nie poparzył.
- Pójdę z tobą, najwyżej zostanę przed drzwiami, ale będziesz mógł sobie zwizualizować moje durne gadanie, kiedy będziesz go zdawał. - Nie sądziła, żeby to miało pomóc, ale musieli znaleźć jakiś sposób.
- Coś trudniejszego, dobra, tylko nie możemy przesadzić. - Bo ledwie zmienił igłę w zapałkę, musieli znaleźć coś odpowiedniego. - Dobra, ten puchar. - Sięgnęła na jedną z szafek, żeby wziąć przedmiot w swoje dłonie, nie miała z tym większego problemu bo była wysoka, cholernie wysoka. Nie musiała nawet wspinać się na palce. Postawiła go na blacie przed chłopakiem. - Zamień go w mysz. - Obawiała się, że może być to trochę za bardzo skomplikowane, ale dlaczego by nie spróbować, trzeba było mierzyć wysoko.