O wolnym czasie, przypominał w większości listownie. W końcu tak najszybciej szło się umówić na spotkanie. Nawet, jeżeli sprawa wyglądała dość pilnie, to i nawet zjawianie się bez zapowiedzi. Nie zawsze uprzedzając się. Nigdy jednak Nicholas nie zjawiał się znienacka bez konkretnego powodu, bez zapowiedzi.
Do sprawy w obu przypadkach, jakie Robert poruszył w liście, Nicholas ostrożnie podszedł do tematów, zbierając na razie podstawowe informacje, aby mniej więcej wiedzieć, na czym stoi problem. Myślał, czy nie spotkać się z kimś tam zaufanym, ale postanowił z tym poczekać, kiedy dostał zaproszenie na Kongres Głębiny, a teraz miał porozmawiać o tym z Robertem.
Przyjął do wiadomości. Dotarły do niego informacje o działalności Borgina. Dziwnym byłoby nie wiedzieć o tym, mając także sklep w Podziemnych Ścieżkach. Ulotek tam sporo było rozdawanych, może i pod drzwi przeciskanych. Aby każdy o nich usłyszał. Mulciber jednak nie chciał o tym rozmawiać, gdyż były inne priorytetowe sprawy.
Siedząc, Nicholas pozwolił sobie lewy łokieć oprzeć o podłokietnik fotela a na palcach dłoni oprzeć głowę, obserwując Roberta.- To jedynie dodam. Dla zwyczajnej informacji, że na Kongresie była Bellatrix Black.
Mały szczegół, ale być może istotny dla Roberta, że ta dziewczyna kręciła się tam raz i pewnie więcej jej noga tam nie postanie. Z tego względu, że obecność mugolaka, wypłoszyła ją i Nicholasa. To jednak nie był temat na teraz. Travers chciał jedynie, aby Mulciber o tym wiedział.
Pozwolił mu przejść do konkretów. Wyjaśniając cały problem ze Stanleyem. I tak słuchając uważnie, ze spokojem, co kuzyn miał za zadanie do wykonania i jak zapewne źle się do tego zabrał. Po Robercie widział, że przez złe zagranie, stracił człowieka w Departamencie Prawa.
- Stanley dostarczył ten list osobiście, bezpośrednio do jej rąk czy pozostawił w biurze? Jeżeli tak, to nic dziwnego, że jest podejrzanym, zamieszanym w sprawę. Gdyby ten list położył komuś na biurku, dyskretnie podrzucił innej osobie, aby go dostarczyła, nie miałby teraz problemów.Przedstawił swój punkt widzenia na tę sprawę, choć nie miał pojęcia jak to było w rzeczywistości. To jednak nie zmieniało tego, że jest po fakcie i Borgin narobił sobie sporego problemu.
- Nie ukrywam, że odejście z Ministerstwa bez odpowiedniego zachowania się i pozostawienia chociażby wypowiedzenia, stawia go w niekorzystnym świetle. Czy to dlatego pisałeś również w sprawie członka swojej rodziny, ostatnio skazanego na Azkaban? Chcesz kogoś na miejsce Stanleya wysłać do Departamentu Przestrzegania Prawa?
Zapytał. Chcąc zrozumieć i tutaj problem, przechodząc płynnie do sprawy rodziny Roberta. Nie miał pojęcia jak blisko spokrewnieni są z niejakim Juliusem. O rodzinie Mulcibera Nicholas wiedział, zdecydowanie bardzo mało. Nigdy nie zagłębiali się w sprawy prywatne obu swoich rodzin, aby się wymieniać czymkolwiek. Chyba, że potrzebne było coś załatwić u członka swojej rodziny.
- W dodatku nadal nie mam pojęcia jak nazywał się tamten zdrajca. Temat z nim widzę wciąż powraca, mimo iż miał być uznany za zamknięty.
Dodał. Dla przypomnienia. O Carrow powiedział Robertowi. Sprawa im stanęła w martwym punkcie.