23.03.2024, 23:04 ✶
- Betty poczeka tyle, ile będzie trzeba - powiedziała posłusznie, na dokładkę kiwając energicznie głową. Całe szczęście, że jej umysł nie rejestrował bólu, zgodnie z poleceniem Roberta, bo coś paskudnie chrupnęło jej w karku, gdy wykonała ten gwałtowniejszy ruch. Osoba w jej wieku nie powinna być tak energiczna. Czekała więc, uprzednio sięgnąwszy do kieszeni po zegarek. Stary, po jej ojcu, z grawerem z tyłu. Działał bez zarzutu od wielu, wielu lat. Teraz również wskazówki poruszały się wolno, acz nieubłaganie. Pięć minut.
Tyle czasu wystarczyło Robertowi, by wszedł ostrożnie po schodach, a potem przeszedł przez sklep i znalazł się na zewnątrz. W porównaniu z miejsce, z którego wyszedł, zapach Nokturnu mógł mu wydać się świeżą, morską bryzą. Orzeźwiające i odrobinę przerażające - jak można było przebywać w tak zatęchłym, obskurwiałym miejscu dłużej niż kilka minut... Miał 5 minut. Wystarczająco, by odetchnąć i podejść do drzwi magazynu. Nie były zamknięte, było przecież wcześnie, a według pokrętnej logiki pracujących tu czarodziejów bez sensu było używać chociażby klucza. Możliwe, że czuli się zbyt pewnie. Możliwe też, że na kogoś czekali. Opcji w zasadzie było mnóstwo, ale żadna nie była tą, która właśnie nastąpiła.
Mulciber wszedł do środka i rozejrzał się. Magazyn składał się z jednego, dużego pomieszczenia z - zaskoczenie - skrzyniami oraz kuframi. Dostrzegł jednak od razu, że większość z tych rzeczy była przykryta kurzem, jakby stanowiły jedynie tło, ekspozycję, przykrywkę. Były też dwie pary drzwi, w odległości około kilkudziesięciu centymetrów od siebie, każda para na innej ścianie magazynu. W oczy rzuciła mu się jednak przede wszystkim chmara gęstego dymu, okropnie śmierdzącego, co poczuł od razu na wejściu. Mimo że dym gęstniał przy drzwiach, tych otwartych (Betty potrafiła być jednak punktualna, co do sekundy!), to nawet z tej odległości powodował, że Robert miał ochotę się zrzygać. I faktycznie odrobinę piekło w oczy.
Skoro mu to tak przeszkadzało, to co miała powiedzieć dwójka mężczyzn, którzy klęczeli na ziemi, charcząc i plując wymiocinami, próbując wydostać się z pola rażenia? Widział ich przez - nomen omem - mgłę, ale żaden z nich nie był Carrowem. Jeżeli jednak mężczyzna miał dobry słuch, to za chwilę powinien tu się zjawić. Pytanie który z nich wykona pierwszy ruch: Carrow czy Mulciber? Jeżeli wierzyć Irlandczykowi, mężczyzna powinien być właśnie tutaj. A jeżeli wierzyć logice: to powinien być za zamkniętymi drzwiami.
Tyle czasu wystarczyło Robertowi, by wszedł ostrożnie po schodach, a potem przeszedł przez sklep i znalazł się na zewnątrz. W porównaniu z miejsce, z którego wyszedł, zapach Nokturnu mógł mu wydać się świeżą, morską bryzą. Orzeźwiające i odrobinę przerażające - jak można było przebywać w tak zatęchłym, obskurwiałym miejscu dłużej niż kilka minut... Miał 5 minut. Wystarczająco, by odetchnąć i podejść do drzwi magazynu. Nie były zamknięte, było przecież wcześnie, a według pokrętnej logiki pracujących tu czarodziejów bez sensu było używać chociażby klucza. Możliwe, że czuli się zbyt pewnie. Możliwe też, że na kogoś czekali. Opcji w zasadzie było mnóstwo, ale żadna nie była tą, która właśnie nastąpiła.
Mulciber wszedł do środka i rozejrzał się. Magazyn składał się z jednego, dużego pomieszczenia z - zaskoczenie - skrzyniami oraz kuframi. Dostrzegł jednak od razu, że większość z tych rzeczy była przykryta kurzem, jakby stanowiły jedynie tło, ekspozycję, przykrywkę. Były też dwie pary drzwi, w odległości około kilkudziesięciu centymetrów od siebie, każda para na innej ścianie magazynu. W oczy rzuciła mu się jednak przede wszystkim chmara gęstego dymu, okropnie śmierdzącego, co poczuł od razu na wejściu. Mimo że dym gęstniał przy drzwiach, tych otwartych (Betty potrafiła być jednak punktualna, co do sekundy!), to nawet z tej odległości powodował, że Robert miał ochotę się zrzygać. I faktycznie odrobinę piekło w oczy.
Skoro mu to tak przeszkadzało, to co miała powiedzieć dwójka mężczyzn, którzy klęczeli na ziemi, charcząc i plując wymiocinami, próbując wydostać się z pola rażenia? Widział ich przez - nomen omem - mgłę, ale żaden z nich nie był Carrowem. Jeżeli jednak mężczyzna miał dobry słuch, to za chwilę powinien tu się zjawić. Pytanie który z nich wykona pierwszy ruch: Carrow czy Mulciber? Jeżeli wierzyć Irlandczykowi, mężczyzna powinien być właśnie tutaj. A jeżeli wierzyć logice: to powinien być za zamkniętymi drzwiami.