24.03.2024, 01:16 ✶
Sebastian nie akceptował teleportacji. To po prostu było wbrew jego naturze, a ciało wręcz buntowało się przy każdej próbie podróży tego typu, nawet za pomocą teleportacji łącznej. Nie chcąc nikogo kłopotać, Macmillan opuścił Londyn parę godzin wcześniej, aby dostać się do Manchesteru za pomocą Błędnego Rycerza. Na pewno nie było to najbardziej ekonomiczne pod względem czasu rozwiązanie, jednak innego wyjścia za bardzo nie miał.
Dom... Stał. I w sumie tylko tyle można było o nim powiedzieć. List od Bagshota niezbyt wiele mu powiedział, więc mimowolnie uznał, że sprawa może należeć do tych z gatunku delikatnych. Może pytał w imieniu kolegi, który nie do końca wiedział, czym zajmują się ci wszyscy egzorcyści? Cóż, póki nie zastuka, to się nie dowie. Macmillan stuknął dwukrotnie o drzwi, jednak gdy nikt mu nie odpowiedział, postanowił zadzwonić dzwonkiem, aby poinformować domowników o swoim nadejściu. Skłonił lekko głowę, gdy drzwi otworzył mu autor listu.
— Dzień dobry, przyjemność po mojej stronie! — Uścisnął nieco niezręcznie rękę Isaaca, dając się wprowadzić do środka domostwa.
Drzwi skrzypnęły cicho, a do holu zawitał Sebastian, zamykając za sobą drzwi i upewniając się, że te na pewno dobrze się domknęły. Biała koszulka polo subtelnie kontrastowała z jasnoszarymi spodniami, a ciemnobrązowy pasek dodał całości charakteru. Z ramienia zwisała mu smutno stara, czarna torba, w której miał drobiazgi pokroju notatników, modlitewników czy paru obrazków z Panią Księżyca, które miał w zwyczaju rozdawać wiernym na pamiątkę pomyślnie zakończonych zleceń.
Rozejrzał się po korytarzu. Jego postawa zdradzała zainteresowanie, ale również niepewność; prywatne zlecenia to była w ostatnim czasie rzadkość, bo większość z nich i tak dochodziła do niego kanałami Ministerstwa Magii. Teraz było jednak trochę inaczej. To nie było wezwanie z Brygady Uderzeniowej czy Biura Aurorów, gdzie musiał natychmiast pozbyć się jakiejś zbłąkanej duszy... Ten przypadek wydawał się nieco spokojniejszy. Ale to zawsze mogą być pozory, ostrzegł go cichy głosik w jego głowie. Kiedy podążali do salonu, każdy krok na drewnianej podłodze zdawał się nieść echem po wnętrzu.
— Czy to taki bałagan? — Uśmiechnął się z empatią. — W archiwum Ministerstwa widziałem gorsze rzeczy. — Częstszy kontakt z Brenną i Patrickiem może i przyzwyczajał go do niezobowiązujących rozmówek, ale nie do końca było go jeszcze stać na to, aby prowadzić rozmowy skupione kompletnie na niczym. Skinął machinalnie głową na pytanie Isaaca. — Napiłbym się herbaty. Z miodem, jeśli można.
Odstawił swój tobołek na ziemię, po czym zasiadł w fotelu. Przejechał delikatnie palcami po podłokietnikach mebla, przyzwyczajając się do ich tekstury. Bądź co bądź, pewnie spędzi tu trochę czasu, toteż wolał czuć się jako tako komfortowo. Konsultacje, nawet wstępne, potrafiły długo trwać, bo wolał uzyskać od klientów jak najwięcej informacji na temat zlecenia. Posiadanie planu B, C czy D, zawsze było w cenie.
— A więc... W czym właściwie mogę pomóc? — spytał, woląc jak najszybciej przejść do rzeczy. — W okolicy zagnieździł się jakiś duch, czy mówimy o jakimś... Cięższym przypadku?
Omiótł wzrokiem salon, zatrzymując na dłużej spojrzenie na gazetach i książkach zgromadzonych tutaj przez Bagshota. Na pierwszy rzut oka nie do końca wiedział, czym chłopak się tutaj zajmuje, jednak sterty Proroka Codziennego od razu przywołały na myśl jakiegoś starszego czarodzieja, który magazynował stare wydania czasopism, bo kiedyś mu się przydadzą. Może Isaac sprzątał domostwo po zmarłym krewnym? To by wiele wyjaśniało, pomyślał mimowolnie.
Dom... Stał. I w sumie tylko tyle można było o nim powiedzieć. List od Bagshota niezbyt wiele mu powiedział, więc mimowolnie uznał, że sprawa może należeć do tych z gatunku delikatnych. Może pytał w imieniu kolegi, który nie do końca wiedział, czym zajmują się ci wszyscy egzorcyści? Cóż, póki nie zastuka, to się nie dowie. Macmillan stuknął dwukrotnie o drzwi, jednak gdy nikt mu nie odpowiedział, postanowił zadzwonić dzwonkiem, aby poinformować domowników o swoim nadejściu. Skłonił lekko głowę, gdy drzwi otworzył mu autor listu.
— Dzień dobry, przyjemność po mojej stronie! — Uścisnął nieco niezręcznie rękę Isaaca, dając się wprowadzić do środka domostwa.
Drzwi skrzypnęły cicho, a do holu zawitał Sebastian, zamykając za sobą drzwi i upewniając się, że te na pewno dobrze się domknęły. Biała koszulka polo subtelnie kontrastowała z jasnoszarymi spodniami, a ciemnobrązowy pasek dodał całości charakteru. Z ramienia zwisała mu smutno stara, czarna torba, w której miał drobiazgi pokroju notatników, modlitewników czy paru obrazków z Panią Księżyca, które miał w zwyczaju rozdawać wiernym na pamiątkę pomyślnie zakończonych zleceń.
Rozejrzał się po korytarzu. Jego postawa zdradzała zainteresowanie, ale również niepewność; prywatne zlecenia to była w ostatnim czasie rzadkość, bo większość z nich i tak dochodziła do niego kanałami Ministerstwa Magii. Teraz było jednak trochę inaczej. To nie było wezwanie z Brygady Uderzeniowej czy Biura Aurorów, gdzie musiał natychmiast pozbyć się jakiejś zbłąkanej duszy... Ten przypadek wydawał się nieco spokojniejszy. Ale to zawsze mogą być pozory, ostrzegł go cichy głosik w jego głowie. Kiedy podążali do salonu, każdy krok na drewnianej podłodze zdawał się nieść echem po wnętrzu.
— Czy to taki bałagan? — Uśmiechnął się z empatią. — W archiwum Ministerstwa widziałem gorsze rzeczy. — Częstszy kontakt z Brenną i Patrickiem może i przyzwyczajał go do niezobowiązujących rozmówek, ale nie do końca było go jeszcze stać na to, aby prowadzić rozmowy skupione kompletnie na niczym. Skinął machinalnie głową na pytanie Isaaca. — Napiłbym się herbaty. Z miodem, jeśli można.
Odstawił swój tobołek na ziemię, po czym zasiadł w fotelu. Przejechał delikatnie palcami po podłokietnikach mebla, przyzwyczajając się do ich tekstury. Bądź co bądź, pewnie spędzi tu trochę czasu, toteż wolał czuć się jako tako komfortowo. Konsultacje, nawet wstępne, potrafiły długo trwać, bo wolał uzyskać od klientów jak najwięcej informacji na temat zlecenia. Posiadanie planu B, C czy D, zawsze było w cenie.
— A więc... W czym właściwie mogę pomóc? — spytał, woląc jak najszybciej przejść do rzeczy. — W okolicy zagnieździł się jakiś duch, czy mówimy o jakimś... Cięższym przypadku?
Omiótł wzrokiem salon, zatrzymując na dłużej spojrzenie na gazetach i książkach zgromadzonych tutaj przez Bagshota. Na pierwszy rzut oka nie do końca wiedział, czym chłopak się tutaj zajmuje, jednak sterty Proroka Codziennego od razu przywołały na myśl jakiegoś starszego czarodzieja, który magazynował stare wydania czasopism, bo kiedyś mu się przydadzą. Może Isaac sprzątał domostwo po zmarłym krewnym? To by wiele wyjaśniało, pomyślał mimowolnie.