24.03.2024, 09:12 ✶
- Fakt - o tym nie pomyślał. Aidan był co prawda czystej krwi, ale nie był lwem salonowym. Nie orientował się za dobrze w etykiecie i tych wszystkich bzdurach, dotyczących reputacji innych. Wiedział tyle, ile potrzeba, oczywiście, ale miał problem, by płynnie poruszać się po siateczce kłamstw i niedopowiedzeń. Renigald był w tym o niebo lepszy od niego - Aidan był chłopakiem raczej prostym i obcesowym, ku niezadowoleniu swojego ojca. Wyrzucał sobie jego charakter, aż w końcu wywalił go z domu. Może nie dosłownie, bo nie odciął go od pieniędzy tak kompletnie, ale jasno postawił granicę - poinformował, że nie podobają mu się jego wybory życiowe i styl bycia i dopóki się nie zmieni, ma mu się na oczy nie pokazywać. No i cóż... Nie pokazywał się. - Bez przesady, nie jesteś aż taką pizdą, bym połamał ci uderzenia jednym ciosem.
Zerknął na Malfoya przez chmurę dymu, a w jego oczach błysnęło rozbawienie. Mógł mu przyłożyć, mógł skopać, ale raczej nie wpadłby w aż taki szał, by go dotkliwie połamać. Raczej, bo w sumie kto wie...
- Chociaż wyglądasz mizernie. Jesz coś w ogóle? - być może tą quasi-troską chciał nadrobić fakt, że mu przyłożył, zwłaszcza że blondyn tak tarł tą szczękę, że jeszcze chwila a sam se zrobi krzywdę. Gdy wspomniał o Terrym, Aidan kiwnął głową. Chociaż jeden myślący w tym całym pierdolniku. - Dziwisz się?
Odpowiedział, zaciągając się papierosem. Na kolejne pytanie przewrócił oczami. Czy na nią leciał... Odpowiedź była oczywista, chociaż Aidan w życiu by nie powiedział tego na głos. Pod tym względem był jak dziecko.
- Bez komentarza, co to za durne pytanie - burknął, pocierając dłonią policzek. - Oczywiście że nie. Martwię się o nią, bo dołożyłeś... Dołożyła sobie problemów, a ostatnio i tak ma ich dużo.
Może to kupi, a może nie. W zasadzie miał to w dupie, bo nawet gdyby go przypalali rozgrzanym prętem, to by się nie przyznał. Żadne crucio nie wydobyłoby z jego ust potwierdzenia na zadane pytanie.
- Więc? Wiesz, jak to odkręcić? - może i powinien go kopnąć w dupę i powiedzieć, żeby sam myślał nad problemem, ale w końcu byli rodziną, czyż nie? W ten sposób być może oferował mu swoją pomoc, chociaż pomoc Aidana w tak delikatnej sprawie była... Cóż, chyba nie byłaby tym, czego Malfoy by oczekiwał. Tu trzeba było finezji, a Parkinson nie należał do finezyjnych osób.
Zerknął na Malfoya przez chmurę dymu, a w jego oczach błysnęło rozbawienie. Mógł mu przyłożyć, mógł skopać, ale raczej nie wpadłby w aż taki szał, by go dotkliwie połamać. Raczej, bo w sumie kto wie...
- Chociaż wyglądasz mizernie. Jesz coś w ogóle? - być może tą quasi-troską chciał nadrobić fakt, że mu przyłożył, zwłaszcza że blondyn tak tarł tą szczękę, że jeszcze chwila a sam se zrobi krzywdę. Gdy wspomniał o Terrym, Aidan kiwnął głową. Chociaż jeden myślący w tym całym pierdolniku. - Dziwisz się?
Odpowiedział, zaciągając się papierosem. Na kolejne pytanie przewrócił oczami. Czy na nią leciał... Odpowiedź była oczywista, chociaż Aidan w życiu by nie powiedział tego na głos. Pod tym względem był jak dziecko.
- Bez komentarza, co to za durne pytanie - burknął, pocierając dłonią policzek. - Oczywiście że nie. Martwię się o nią, bo dołożyłeś... Dołożyła sobie problemów, a ostatnio i tak ma ich dużo.
Może to kupi, a może nie. W zasadzie miał to w dupie, bo nawet gdyby go przypalali rozgrzanym prętem, to by się nie przyznał. Żadne crucio nie wydobyłoby z jego ust potwierdzenia na zadane pytanie.
- Więc? Wiesz, jak to odkręcić? - może i powinien go kopnąć w dupę i powiedzieć, żeby sam myślał nad problemem, ale w końcu byli rodziną, czyż nie? W ten sposób być może oferował mu swoją pomoc, chociaż pomoc Aidana w tak delikatnej sprawie była... Cóż, chyba nie byłaby tym, czego Malfoy by oczekiwał. Tu trzeba było finezji, a Parkinson nie należał do finezyjnych osób.