Stał spokojnie, trochę na uboczu, gdy dziwna klątwa zmieniała kolor jego skóry. Zielony nie był złym kolorem, ale zdecydowanie do niego nie pasował. Zapewne wyglądał śmiesznie. Gdyby to chociaż był niebieski... Albo fioletowy...
Gdyby klątwa zabarwiła go złotem, czy światło słońca odbijałoby się od niego na tyle, by oślepiać ludzi?
Przeklęta laleczka wciąż tkwiła zamknięta pomiędzy jego palcami, z szeroko otwartymi oczami i tym nienaturalnym uśmiechem. Mogło to być niezrozumiałe, ale wcale nie miał zamiaru jej wyrzucać, albo niszczyć. Skoro ta niepozorna ozdoba płatała takie figle, to mogła się jeszcze do czegoś przydać, o ile nie jest to klątwa jednorazowa...
Tak dawno nie wysyłał żadnego prezentu swojemu idealnemu bratu...
-Hm? Jak widać, mój dzień zapowiada się kolorowo - powiedział, chociaż nieznajomy wcale go o to nie pytał.
Przez myśl przeszło mu, że może powinien zacząć panikować... Krzyczeć, rzucać się po ziemi, albo błagać o pomoc, bo w końcu nie miał pewności, czy zmiana koloru skóry była jedynym, co robiła laleczka. A jeżeli to był zaledwie początek? Preludium katastrofy?
Chłopak, który do niego podszedł, nie mógł być wiele lat starszy od niego i z pewnością nie był rodowitym Anglikiem, sądząc po jego wyglądzie.
-Znasz? - spytał, gdy nieznajomy zwrócił uwagę na laleczkę. -Wiesz może, co zrobić z... tym? 0 tutaj wskazał na swoją twarz, wskazując na niecodzienny kolor swojej skóry.
Podniósł tę nieszczęsną laleczkę na wysokość twarzy. Skrzywił się.
-Kupiłem ją, bo przypomina ozdobę w domu moich rodziców, ale ty chyba nie był najlepszy pomysł - westchnął. -Wiesz może, czy to jest jednorazowe? Chciałbym ją wysłać mojemu bratu.
Zabawnie byłoby widzieć Pyotra, panikującego i latającego po całej posiadłości, bo przecież nie mógłby wyjść na zewnątrz i pokazać się ludziom, gdyby wyglądał tak, jak obecnie wyglądał Nikolai.
Bliźniaki miałyby ubaw.