- Tak, znaczy wiadomo, nie przyszłabym tu po polowaniu umorusana w krwi, bo trochę nie przystoi, ale nie wydaje mi się, żeby luźny strój powinien być od razu przekreśleniem w takich miejscach. - Szczególnie, że bogacze często bywali ekscentryczni, nie można było zakładać czyjegoś statusu tylko po stroju.
- Tak, w końcu nie wszyscy mogą sobie pozwolić na dłuższy wypad nad morze, pewnie łatwiej im uzbierać kwotę, która umożliwi wizytę w tym przybytku. - Wiadomo, że nie odda to w pełni doświadczenia, jakim było jedzenie tego wszystkiego nad samym morzem, gdzie w powietrzu unosił się specyficzny zapach, a i czas płynął zupełnie inaczej, jednak dawało to jakąś namiastkę.
- Wolałabym uniknąć zatrucia, czy coś. - Zjedzenie najgorszego dania mogłoby się skończyć w różny sposób. Niby jej żołądek naprawdę był przyzwyczajony do gówno jedzenia, bo podczas swoich podróży jadła i piła różne specyfiki, mimo wszystko w tej chwili wolałaby tego uniknąć.
- Czy herbata Bosmana ma w sobie rum? - Zerknęła na swoje menu, żeby zobaczyć jej opis i niestety się rozczarowała. - W takim wypadku zamówię chyba sam rum. - Alkohol ponoć pomagał w trawieniu, więc postanowiła po niego sięgnąć, bo czemu nie. Wcale nie zrobiła tego dlatego, że ostatnio dużo piła i dzięki temu łatwiej jej było odnajdować się w rzeczywistości i nie myśleć o wszystkim, co się wydarzyło.
Podszedł do nich kelner, więc złożyli zamówienie. Jeszcze chwila i wreszcie dostaną swoją wyczekiwaną baraninę.
- Upolowałam ostatnio wielkiego błotoryja, takiego króla błotoryjów. - Widać, że była dumna z tego wydarzenia. - Dasz wiarę, że przez to zawiesili Erika w ministerstwie, Rowle się do niego przysrał, że zaangażował mnie w tę sprawę, a przecież jestem najlepsza w swoim fachu. - Yaxley miała swoją niezbyt dobrą opinię na temat pracowników ministerstwa, czego nigdy nie ukrywała.