24.03.2024, 15:51 ✶
Isaacowi nie przeszkadzało jeśli ktoś był oszczędny w słowach lub podejrzliwy. Sam lubił dużo mówić i dzięki temu że był wesoły i miły, zazwyczaj zaskarbiał sobie sympatię innych. Jego spojrzenie spoczęło na Robercie i już otwierał usta żeby coś powiedzieć, kiedy do ich stolika podeszła kelnerka. Isaac uśmiechnął się do niej szeroko.
-Poproszę herbatę z mlekiem. - Nie przeglądał menu, ale domyślił się, że tę pozycję na pewno mają w swojej ofercie. Czuł się dziwnie, nie zamawiając do picia niczego co zawierało w sobie alkohol. Ostatnie tygodnie były dla niego naprawdę bardzo szalone.
-Jeśli mógłbym przejrzeć katalog, to byłbym bardzo wdzięczny, panie Mulciber. - Powiedział, odprowadzając wzrokiem kelnerkę i oceniając w głowie jej tyłek. Przeniósł spojrzenie na swojego rozmówcę.
- Tak, opinie są bardzo podzielone, ale ludzie boją się o tym rozmawiać i to mnie bardzo niepokoi. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek Brytyjski czarodziej musiał się wystrzegać wypowiedzenia na głos swojego własnego zdania. Ale z drugiej strony opuściłem Wyspy kiedy byłem bardzo młody. Zaraz po Hogwarcie. Może jednak źle coś pamiętam.- Uśmiechnął się lekko jakby do swoich wspomnień. Kiedy Robert podał mu katalog, otworzył go na pierwszej stronie i zaczął przeglądać. Mimo to, kontynuował swój wywód. Miał dużą podzielność uwagi.
-Amerykańscy czarodzieje się z nas śmieją, że nasza demokracja kuleje. Pana rodzina zalicza się chyba do tych bardziej radykalnych? W sumie to… - Spojrzał na Roberta, zatrzymując przeglądanie katalogu na piątej stronie. Miał lekko zmarszczone brwi i wyglądał, jakby dobierał w głowie odpowiednie słowa.
- Co pan o tym myśli? To faktycznie niebezpieczne, żeby nie kryć się ze swoimi przekonaniami? Chodzi mi o obie strony. Naczytałem się gazet, chciałem porozmawiać ze współpracownikami z Ministerstwa i jestem naprawdę rozdarty. W mediach niby wszystko jest pod kontrolą ale ludzie i tak się boją. - Powiedział i uniósł katalog na wysokość twarzy Roberta.
- Panie Mulciber, na pewno te księżycowe świeczki. Bardzo mi się podobają.
-Poproszę herbatę z mlekiem. - Nie przeglądał menu, ale domyślił się, że tę pozycję na pewno mają w swojej ofercie. Czuł się dziwnie, nie zamawiając do picia niczego co zawierało w sobie alkohol. Ostatnie tygodnie były dla niego naprawdę bardzo szalone.
-Jeśli mógłbym przejrzeć katalog, to byłbym bardzo wdzięczny, panie Mulciber. - Powiedział, odprowadzając wzrokiem kelnerkę i oceniając w głowie jej tyłek. Przeniósł spojrzenie na swojego rozmówcę.
- Tak, opinie są bardzo podzielone, ale ludzie boją się o tym rozmawiać i to mnie bardzo niepokoi. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek Brytyjski czarodziej musiał się wystrzegać wypowiedzenia na głos swojego własnego zdania. Ale z drugiej strony opuściłem Wyspy kiedy byłem bardzo młody. Zaraz po Hogwarcie. Może jednak źle coś pamiętam.- Uśmiechnął się lekko jakby do swoich wspomnień. Kiedy Robert podał mu katalog, otworzył go na pierwszej stronie i zaczął przeglądać. Mimo to, kontynuował swój wywód. Miał dużą podzielność uwagi.
-Amerykańscy czarodzieje się z nas śmieją, że nasza demokracja kuleje. Pana rodzina zalicza się chyba do tych bardziej radykalnych? W sumie to… - Spojrzał na Roberta, zatrzymując przeglądanie katalogu na piątej stronie. Miał lekko zmarszczone brwi i wyglądał, jakby dobierał w głowie odpowiednie słowa.
- Co pan o tym myśli? To faktycznie niebezpieczne, żeby nie kryć się ze swoimi przekonaniami? Chodzi mi o obie strony. Naczytałem się gazet, chciałem porozmawiać ze współpracownikami z Ministerstwa i jestem naprawdę rozdarty. W mediach niby wszystko jest pod kontrolą ale ludzie i tak się boją. - Powiedział i uniósł katalog na wysokość twarzy Roberta.
- Panie Mulciber, na pewno te księżycowe świeczki. Bardzo mi się podobają.