24.03.2024, 20:38 ✶
Jak się domyślałem, nie było łatwo, ale skoro już nie mogłem sobie pozwolić na bycie rozpieszczonym smarkiem, to ewidentnie miałem zostać głosem sumienia w tej rodzinie. Ze skrajności w skrajność, ale tak samo było z moim życiem i moim nieżyciem. Nie dziwić się, że musiałem przemyśleć swoje priorytety, zmienić sposób bycia i wydorośleć, tym samym stać się odpowiedzialnym. Tak, Ger, to oznaczało, że od teraz będę truł ci dupę, przynajmniej dopóki nie wyrzucisz mnie z własnego mieszkania.
- O tym właśnie mówię... Znalazłaś sobie pokrętny sposób na powrót do normalności, ale zauważ, że to nie działa. Dostanie wpierdolu ci nie pomoże, ewentualnie śmierć i zmartwychwstanie, ale tego ci nie polecam - odparłem w ramach drobnego opierdolu. Wróciłem na swoje miejsce i zlustrowałem otoczenie za oknem, szczególną uwagą obdarzając niebo. Brakowało mi promieni słońca. Uwielbiałem je czuć na swojej twarzy, a teraz latem było to szczególnie bolesne, kiedy dni były dłuższe, ludzie chodzili lekko ubrani, rozweseleni, skłonni do przygód, do zabawy do białego rana. Wziąłem głęboki wdech i ze świstem wypuściłem powietrze. Wróciłem spojrzeniem do siostry.
- Powiedz mi, jakim cudem sromotnie przegrałaś pojedynek szermierczy!? To się prosi o żałosny śmiech na sali - podjąłem dalszą przemowę by jej dopierdolić, ale też uświadomić, że wcale to jej nie pomagało, a jedynie psuło renomę. - Geraldine, czy to chodzi o twojego byłego? Melvyna? Co się wydarzyło, że się wyprowadził? Dlaczego zniknął? - zapytałem ja, bo to mogło mieć spore znaczenie w prostowaniu panny Yaxley.
- I nie obawiaj się. Nie chcesz w to mieszać innych, więc to pozostanie między nami, tylko daj sobie pomóc. Wiesz... Sam przegiąłem i zniszczyłem sobie życie. Nie pozwolę by ciebie też to spotkało - przyznałem, zaciskając wargi. Taki oto tom rozpoczął się w tej historii, że wampir stanie się aniołem stróżem by kolejne wampirzątka w rodzinie nie miały miejsca. Albo definitywna śmierć. Ugh. Nie wyobrażam sobie, co czułbym, gdybym znalazł Geraldine martwą. To właśnie ona mnie znalazła... Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale obawiałem się, że jej załamanie to była poniekąd moja wina. - Co o tym myślisz? Będziesz miała znowu młodszego braciszka na głowie. Właściwie, to w ciągu dalszym... - dodałem z lekkim uśmiechem, nawiązując do naszego dzieciństwa, ale też do faktu, że aktualnie u niej mieszkałem i miała mnie na głowie. I Kimi, hehe. Dwoje przerośniętych dzieciaków.
- O tym właśnie mówię... Znalazłaś sobie pokrętny sposób na powrót do normalności, ale zauważ, że to nie działa. Dostanie wpierdolu ci nie pomoże, ewentualnie śmierć i zmartwychwstanie, ale tego ci nie polecam - odparłem w ramach drobnego opierdolu. Wróciłem na swoje miejsce i zlustrowałem otoczenie za oknem, szczególną uwagą obdarzając niebo. Brakowało mi promieni słońca. Uwielbiałem je czuć na swojej twarzy, a teraz latem było to szczególnie bolesne, kiedy dni były dłuższe, ludzie chodzili lekko ubrani, rozweseleni, skłonni do przygód, do zabawy do białego rana. Wziąłem głęboki wdech i ze świstem wypuściłem powietrze. Wróciłem spojrzeniem do siostry.
- Powiedz mi, jakim cudem sromotnie przegrałaś pojedynek szermierczy!? To się prosi o żałosny śmiech na sali - podjąłem dalszą przemowę by jej dopierdolić, ale też uświadomić, że wcale to jej nie pomagało, a jedynie psuło renomę. - Geraldine, czy to chodzi o twojego byłego? Melvyna? Co się wydarzyło, że się wyprowadził? Dlaczego zniknął? - zapytałem ja, bo to mogło mieć spore znaczenie w prostowaniu panny Yaxley.
- I nie obawiaj się. Nie chcesz w to mieszać innych, więc to pozostanie między nami, tylko daj sobie pomóc. Wiesz... Sam przegiąłem i zniszczyłem sobie życie. Nie pozwolę by ciebie też to spotkało - przyznałem, zaciskając wargi. Taki oto tom rozpoczął się w tej historii, że wampir stanie się aniołem stróżem by kolejne wampirzątka w rodzinie nie miały miejsca. Albo definitywna śmierć. Ugh. Nie wyobrażam sobie, co czułbym, gdybym znalazł Geraldine martwą. To właśnie ona mnie znalazła... Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale obawiałem się, że jej załamanie to była poniekąd moja wina. - Co o tym myślisz? Będziesz miała znowu młodszego braciszka na głowie. Właściwie, to w ciągu dalszym... - dodałem z lekkim uśmiechem, nawiązując do naszego dzieciństwa, ale też do faktu, że aktualnie u niej mieszkałem i miała mnie na głowie. I Kimi, hehe. Dwoje przerośniętych dzieciaków.