Nie przewidziała takiego obrotu spraw. Nie spodziewała się, że własny brat zostanie jej wrzodem na tyłku, a zarazem sumieniem. Zupełnie ją to zaskoczyło i nie miała pojęcia, co powinna o tym myśleć. To ona powinna go pilnować, dbać o to, żeby podejmował dobre decyzje, role się odwróciły.
- Po prostu próbuję jakoś sobie z tym poradzić, tylko tak umiem. - Widać było, że zupełnie się zagubiła, bo mówiła też bez żadnego sensu. Chyba sama zdawała sobie sprawę z tego, że jest z nią źle, ale nie chciała tego przyznać.
- Nie wiem jakim cudem, ale strasznie mnie to wkurwiło, nic mnie tak nie wkurwiło, jak to, że Longbottom wygrał ze mną ten pojedynek. - Była to sromotna porażka, z którą naprawdę nie mogła się pogodzić, bo szermierka od zawsze była jedną z jej dziedzin. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, a Erik spowodował, że odbiła się głową od parteru. Było to dosyć bolesne, właściwie to przecież tego chciała, liczyła na to, że spuści jej wpierdol i mu się to udało, może nawet nie do końca umyślnie. Ona była winna swojemu niepowodzeniu, nie skupiła się odpowiednio.
- Bo wolał dalej ćpać, rozumiesz? Wolał ćpać, mimo, że obiecałam mu, że znajdę lekarstwo na nocną marę. Zaczęłam szukać, a on spierdolił stąd i tyle go widziałam. - W jej głosie mógł usłyszeć rozżalenie, naprawdę się starała, próbowała pomóc Ollivanderowi, była w stanie poruszyć niebo i ziemię, żeby dać mu wsparcie, którego potrzebował. Tyle, że to nie wystarczyło, wybrał coś innego. Strasznie ją to wkurwiło, nadal nie mogła się z tym pogodzić.
- Ja zniszczyłam ci życie!!! - Krzyknęła, bo nie mogła tego słuchać. Przy okazji rzuciła kubek, który trzymała w dłoni w ścianę, która znajdowała się na przeciwko nich. Rozbił się w drobny mak, a jego zwartość zaczęła po niej spływać. Gdyby pojawiła się szybciej, to mogłaby mu pomóc, to żył by dalej. Nie miał pojęcia, jaki ogromny żal miała do siebie, że pojawiła się za późno. Zresztą trzymała go wtedy w dłoniach i myślała, że umarł. Jej młodszy brat odchodził na jej oczach i nic nie mogła z tym zrobić. Czuła się wtedy strasznie malutka, jakby nie miała żadnego znaczenia, ku planom tego świata.
- Co myślę o tym, że zamierzasz mnie pilnować, jak jakiegoś dzieciaka, no zajebisty pomysł. - Ger była wkurzona, nie dało się tego nie zauważyć. Sięgnęła po papierosa i go sobie odpaliła. Najgorsze było to, że nie mogła dzisiaj nigdzie wyjść, bo obiecała Florence, że ten jeden dzień poświęci na odpoczynek, po tym, co się jej wczoraj przydarzyło.