Lipcowe powietrze było lepkie i gęste. Duchota nie pomagała w egzystencji. Zdecydowanie dużo bardziej lubiła wiosenne, czy jesienne dni. Pozostawało to przetrwać, wyczekiwać lepszych dni. Na szczęście nie musiała pracować, mogła spędzić ten lipcowy wieczór w całkiem miłym towarzystwie. Jej ukochany kuzyn potrzebował pomocy, oczywiście, że ją od niej dostanie. Nie umiała mu odmawiać, do tego bardzo chętnie spędzała czas w jego towarzystwie, bo najzwyczajniej w świecie go lubiła. Louvain nie był nudny, wiedziała, że będą się razem dobrze bawić. Tego potrzebowała, bo ostatnio jej życie nie było takie idealne, jakby tego chciała. Spowodowało to chęć zwalczenia tych pozorów, które wokół siebie kreowała, miała zamiar popłynąć, dać się ponieść, zerwać tę otoczkę, która zaczęła jej przeszkadzać. Lou wydawał się idealną osobą do realizacji tego planu.
Pojawiła się przed drzwiami mieszkania kuzyna o umówionej godzinie. Trixie nie znosiła się spóźniać, wiedziała, że to niegrzeczne dlatego szanowała swój czas i innych. Zastukała do drzwi, w których pojawił się skrzat. Ubrana w czarną sukienkę prezentowała się dobrze, jak zawsze, wygląd był dla niej dosyć istotną sprawą. Lubiła, kiedy inni się jej przyglądali, kiedy ich wzrok ją przeszywał, sprawiało jej to przyjemność, szczególnie, że mało kto miał odwagę się do niej odzewać.
Podążała za skrzatem, w dłoni trzymała butelkę czerwonego wina, bo nie wypadało pojawić się tutaj z pustymi rękoma. Nie miała pojęcia, czy sprzedawca nie wcisnął jej jakiegoś bubla, bo nie znała się zupełnie na alkoholu, ostatnio dopiero zaczynała zauważać jego całkiem przyjemne działanie, którego dotąd nie doceniała.
Znaleźli się w piwnicy, w której to zaszył się jej kuzyn. Całkiem urocze miejsce. Weszła do pomieszczenia, jakby to było całkiem normalne, nie wiedzieć czemu śmierciożercy upodobali sobie właśnie piwnice, może miały jakiś specjalny urok? Kto ich tam wiedział.
Znalazła się w pomieszczeniu w idealnym momencie. Lou właśnie rzucał nożem w skrzata, który trząsł się ze strachu. Zabawne. - Czymże ci zawinił ten nieszczęśnik, wygląda jakby miał umrzeć ze strachu. - Skomentowała jeszcze. Wbrew pozorom Black miała szacunek do tych istot, bo wiedziała, że są bardzo zżyte z czarodziejami, a ich pomoc mogła się przydać w najmniej oczekiwanym momencie. Była ciekawa, cóż takiego się wydarzyło, że stał się zabawką jej kuzyna.
- Mam nadzieję, że we mnie nie będziesz tym rzucał, chociaż to mogłoby być całkiem zabawne. - Dodała jeszcze, po czym weszła do środka pomieszczenia i zbliżyła się do Lou. Wypadało się odpowiednio przywitać. - Drobny prezent, mam nadzieję, że będzie dobre, bo jak nie to dorwę tego, który mi je wcisnął i skrócę o głowę. - Wręczyła Lou butelkę Cabernet Sauvignon, a później przytuliła się do niego na przywitanie.
- Całkiem ładnie się tu urządziłeś. - Skomentowała jeszcze, kiedy omiotła pomieszczenie wzrokiem.