Nicholas chciał tylko zaznaczyć na jej temat, gdzie jej szanowna osobistość pojawiła się ostatnim razem, jako że był uświadomiony z jej problematycznością w sprawach Mulcibera. Jak i była także w związku z jego współlokatorem. Tak, na marginesie. Nie o niej przecież będą rozmawiać. A na jego słowa, potwierdził skinieniem głowy. Będzie tego pilnował, gdyby czasem pojawiła znów gdzieś niespodziewanie. Choć po ostatnim zebraniu, trochę wątpił aby szybko tam wróciła. Jak to jednak kobiety mają to do siebie, że często zmieniają zdanie.
Pytając o szczegóły, czy nawet odnosząc się do nich, kiedy Robert wyjaśnił mu sprawę dotyczącą dostarczania głowy zdrajcy do Ministerstwa, zaznaczył jak ów przekazanie miało zostać zrealizowane i zdawało się, że przebiegło bez problemu. Bez zwracania na siebie uwagi. To jednak znalazł się ktoś, kto czekał najwyraźniej na odpowiednią okazję, aby donieść na kolegę z pracy. Nic, tylko westchnąć.
Tak. Czasu nie cofnął. Trzeba pomyśleć na przód, jak rozwiązać powstały problem, odkręcić go, znaleźć rozwiązanie takie, aby nikomu nie zaszkodziło ale też pomogło Borginowi.
- Moje kontakty i znajomości ograniczają się do Biura Koronerów, z Departamentu Przestrzegania Prawa. Jedynie od nich mogę próbować cokolwiek się dowiedzieć. Bezpieczniejszą drogą. Mając tam, zaufanego człowieka.Odezwał się zaraz po tym, jak tylko Robert potwierdził, że faktycznie potrzebują kogoś od środka, bezpośrednio w samym Departamencie Przestrzegania Prawa, biurze aurorów i w brygadzie. Ryzykował wprowadzeniem członka rodziny, kiedy jeden został właśnie skazany. Miał powody do obaw. Ale czy słuszne?
- W przypadku Twojego brata. Jeżeli ma czystą kartę, to nie widziałbym problemu spróbować. Rozumiem obawy, ze względu na ostatnio skazanego członka rodziny. Spojrzenie na nazwisko, cofając się wstecz, kiedy odeszliście z Ministerstwa. A skoro pracował za granicą, ma prawo nie wiedzieć o działaniach waszego krewnego.
Wyjaśniał, ze swojego punktu widzenia. Jako boczny obserwator. Sytuacja inna, ale sytuację z nieobecnością swojego brata też musiał ratować, podtrzymując wersję, jaką zapodała jego babka.
- W każdej rodzinie są problemy, co czasami przekłada się na czyjąś karierę. Pomyśl, ilu w naszej społeczności czarodziei, czystej krwi, jest wydziedziczonych? Z różnych powodów, zawsze znajdą się czarne owce. Tutaj macie Juliusa.
Dodał. Rzadko się zdarzało, aby tak dużo mówił. Próbował jednak pomóc rozjaśnić problem. Uspokoić Roberta. Nie narzucał mu, co ma zrobić. Umiał myśleć. Wiedział jak do tego podejść. Zbierał zapewne opinie, uwagi, spostrzeżenia innych osób, z którymi współpracuje. Momentami jednak docierało do Traversa to, że jeżeli gadał za dużo, powinien się zamknąć.
- Jeżeli zaś obawiasz się o jego… reputację? Bezpieczeństwo? Nie ryzykuj. Znajdź innego pionka do gry.
Zaproponował. Jeżeli tutaj był problem, wystarczyło rozejrzeć się i poszukać kogoś, kogo można zmanipulować i wprowadzić do swojego planu. Nowy pionek na szachownicy, skoro jeden został zbity? Przeskoczył planszę, znikając z niej.
Greyback. Ulrich Greyback. Pomyśleć, że Moody miała układy z wilkołakami? Słysząc nazwisko, westchnął. Choć jego rodzina i Greybacków dzieliła tę samą klątwę, nie mieli ze sobą jakiejś bliższej więzi między rodzinami.
- Co mam zrobić?Zapytał wprost. Bez przeciągania sprawy. Bez sugerowania czegoś od siebie. Czekał na polecenia.