14.12.2022, 00:15 ✶
Patrick posłał Alastorowi spojrzenie, które właściwie mogło wyrażać wszystko. Od wdzięczności za to, że starszy chłopak zdecydował się mu pomóc, przez wstyd, że ściągnął go tutaj, aż po konsternację, że właśnie mieli się władować do łazienki dla dziewcząt. I tak, całe szczęście, że przy odrobinie dobrych wiatrów nikt nie zobaczy, że tam weszli (albo zobaczy ich tylko Jęcząca Marta), ale dla krukona to nadal było szalenie deprymujące.
Bo w środku leżał jego szkicownik. Bo ten szkicownik pewnie zdążył już obejrzeć mieszkający w łazience duch. Bo chociaż w środku nie było nic przesadnie wstydliwego to Steward był sobie w stanie wyobrazić jaką katastrofę mógł właśnie wywołać. Tak. Narysował kilka razy Jęczącą Martę. Nie, nie zrobił jej karykatury. Tak naprawdę oddał ją całkiem wiernie i był nawet zadowolony z tych rysunków. Tylko na nieszczęście podpisał je właśnie jako: „Jęcząca Marta”.
Pewnie było również milion innych powodów, dla których dwóch uczniów Hogwartu nie powinno wślizgiwać się do łazienki dla dziewcząt, ale aktualnie były dla Patricka o wiele mniej istotne niż jego własne nieszczęście.
- Jeśli jest rozmokły i w odpływie to po prostu pomóż mi go spuścić – zaproponował cicho.
Ostatecznie mógł poprosić dziadka o kupienie mu nowego szkicownika. I jeśli Irytek ograniczył się tylko do ciskania starym w Jęczącą Martę a potem utopienia go w kiblu… to właściwie nie było sprawy. Znaczy była, ale no… w środku nie było takich dzieł, które miałyby w przyszłości trafić na wernisaże.
Patrick odruchowo cofnął się o krok, gdy gąbka spadła na głowę Alastora. Jeszcze nawet nie wszedł do środka – więc ruch ten w ogóle nie miał żadnego sensu, ale wykonał go zupełnie odruchowo. Zazwyczaj nie był tchórzem, ale zazwyczaj również nie był aż tak spięty na myśl o tym, co się za chwilę stanie. Bo przeczuwał katastrofę. Katastrofę może nawet większą niż jego wcześniejszą pogoń za Irytkiem.
Wszedł do toalety. Rozejrzał się po niej – najpierw ukradkiem, potem pewniej, z większym zainteresowaniem. Właściwie to niczym się nie różniła od łazienek dla chłopców. Nie była ani jakoś specjalnie większa, ani różowa, ani nic. I co najważniejsze, już od progu nie usłyszał zawodzenia Jęczącej Marty.
- Nie myślałeś o zmianie pozycji, na której grasz w Quidditcha? – zapytał cicho Steward, komentując w ten sposób celny rzut Alastora do zlewu. – Nie jestem specjalistą, ale chyba sprawdziłbyś się też jako ścigający.
Nie. Nie miał żalu o tamten tłuczek. Gdyby zajście nie było tak niespodziewane i nie było prawie bezpośrednio związane z jego twarzą, uznałby je za nawet zabawne. Zwłaszcza późniejsze pojawienie się Moody’ego. Ale do takich wniosków dochodziło się zazwyczaj później, kiedy nabierało się stosownej perspektywy a wszystkie emocje związane z wydarzeniem zdążyły trochę przyblednąć.
Patrick zrobił kilka kolejnych, tym razem dużo pewniejszych kroków. A może Marty nie było? Może tego dnia pływała w jeziorze albo podglądała Prefektów w łazience Prefektów? Może niepotrzebnie się bał, że właśnie wywołuje u niej kolejne załamanie nerwowe?
Szkicownika nigdzie nie było.
- Nie – odpowiedział na pytanie Alastora, choć ten pewnie sam już zdążył to zauważyć.
Krukon westchnął. Całe szczęście, że toaleta była nieczynna i nie było szans na to, żeby natknęli się w niej na jakąś żywą dziewczynę. To by dopiero było niezręcznie, gdyby nagle musiał jej wyjaśniać, czemu właściwie czaili się w środku. Podszedł do kabin oddzielających toalety od reszty pomieszczenia.
Patrick pchnął drzwi do pierwszej za nich. Była pusta. W sedesie też było pusto.
Pchnął drzwi do drugiej. Znowu nic.
Trzeciej. Pusto.
Czwartej.
W czwartej siedział duch Jęczącej Marty. Półprzezroczysta postać młodej dziewczyny przeglądała jego szkicownik. Cały. Nieporwany. Niezalany. I zupełnie niezniszczony.
- Ślepi jesteście?– zapytała poirytowana. –To toaleta DLA DZIEWCZYN.
Bo w środku leżał jego szkicownik. Bo ten szkicownik pewnie zdążył już obejrzeć mieszkający w łazience duch. Bo chociaż w środku nie było nic przesadnie wstydliwego to Steward był sobie w stanie wyobrazić jaką katastrofę mógł właśnie wywołać. Tak. Narysował kilka razy Jęczącą Martę. Nie, nie zrobił jej karykatury. Tak naprawdę oddał ją całkiem wiernie i był nawet zadowolony z tych rysunków. Tylko na nieszczęście podpisał je właśnie jako: „Jęcząca Marta”.
Pewnie było również milion innych powodów, dla których dwóch uczniów Hogwartu nie powinno wślizgiwać się do łazienki dla dziewcząt, ale aktualnie były dla Patricka o wiele mniej istotne niż jego własne nieszczęście.
- Jeśli jest rozmokły i w odpływie to po prostu pomóż mi go spuścić – zaproponował cicho.
Ostatecznie mógł poprosić dziadka o kupienie mu nowego szkicownika. I jeśli Irytek ograniczył się tylko do ciskania starym w Jęczącą Martę a potem utopienia go w kiblu… to właściwie nie było sprawy. Znaczy była, ale no… w środku nie było takich dzieł, które miałyby w przyszłości trafić na wernisaże.
Patrick odruchowo cofnął się o krok, gdy gąbka spadła na głowę Alastora. Jeszcze nawet nie wszedł do środka – więc ruch ten w ogóle nie miał żadnego sensu, ale wykonał go zupełnie odruchowo. Zazwyczaj nie był tchórzem, ale zazwyczaj również nie był aż tak spięty na myśl o tym, co się za chwilę stanie. Bo przeczuwał katastrofę. Katastrofę może nawet większą niż jego wcześniejszą pogoń za Irytkiem.
Wszedł do toalety. Rozejrzał się po niej – najpierw ukradkiem, potem pewniej, z większym zainteresowaniem. Właściwie to niczym się nie różniła od łazienek dla chłopców. Nie była ani jakoś specjalnie większa, ani różowa, ani nic. I co najważniejsze, już od progu nie usłyszał zawodzenia Jęczącej Marty.
- Nie myślałeś o zmianie pozycji, na której grasz w Quidditcha? – zapytał cicho Steward, komentując w ten sposób celny rzut Alastora do zlewu. – Nie jestem specjalistą, ale chyba sprawdziłbyś się też jako ścigający.
Nie. Nie miał żalu o tamten tłuczek. Gdyby zajście nie było tak niespodziewane i nie było prawie bezpośrednio związane z jego twarzą, uznałby je za nawet zabawne. Zwłaszcza późniejsze pojawienie się Moody’ego. Ale do takich wniosków dochodziło się zazwyczaj później, kiedy nabierało się stosownej perspektywy a wszystkie emocje związane z wydarzeniem zdążyły trochę przyblednąć.
Patrick zrobił kilka kolejnych, tym razem dużo pewniejszych kroków. A może Marty nie było? Może tego dnia pływała w jeziorze albo podglądała Prefektów w łazience Prefektów? Może niepotrzebnie się bał, że właśnie wywołuje u niej kolejne załamanie nerwowe?
Szkicownika nigdzie nie było.
- Nie – odpowiedział na pytanie Alastora, choć ten pewnie sam już zdążył to zauważyć.
Krukon westchnął. Całe szczęście, że toaleta była nieczynna i nie było szans na to, żeby natknęli się w niej na jakąś żywą dziewczynę. To by dopiero było niezręcznie, gdyby nagle musiał jej wyjaśniać, czemu właściwie czaili się w środku. Podszedł do kabin oddzielających toalety od reszty pomieszczenia.
Patrick pchnął drzwi do pierwszej za nich. Była pusta. W sedesie też było pusto.
Pchnął drzwi do drugiej. Znowu nic.
Trzeciej. Pusto.
Czwartej.
W czwartej siedział duch Jęczącej Marty. Półprzezroczysta postać młodej dziewczyny przeglądała jego szkicownik. Cały. Nieporwany. Niezalany. I zupełnie niezniszczony.
- Ślepi jesteście?– zapytała poirytowana. –To toaleta DLA DZIEWCZYN.