Czy powinien się bać? Zapewne tak. Każdy czarodziej o zdrowych zmysłach z pewnością na początku wpadłby w panikę, która poruszyłaby całym targowiskiem, a po uspokojeniu się od razu udałaby się do szpitala, gdzie magomedycy pozbyliby się nienaturalnego koloru skóry, lub wezwaliby kogoś, kto wiedział, co robić. Czarodziej o zdrowych zmysłach pomyślałby, że tego typu klątwy, poza zmianami aparycji, mógłby wpływać również na organizm, uśmiercić co szybko lub wyniszczać powoli, w bólach i innych nieszczęściach.
Stąd ktoś mógłby pomyśleć, że Nikolai był niespełna rozumu, gdy tak ze spokojem stał pod słońcem, rozmawiał z nieznajomym i oglądał swoje przedramię w barwie turkusu. Może był niespełna rozumu? Może nie umiał panikować? Stało się, to się stało. Tak działał świat. Coś się zadziało i coś się zmieniło. Panika w niczym nie pomoże.
Pomogłaby jednak reakcja, której nie było prawie wcale.
Gdy tak rozmawiali swobodnie o ewentualnej śmierci Nikolaia i sposobach pochówku, który mógłby być zabawny, lub uratować go od hańby, w jego głowie pojawiła się ta nieprzyjemna myśl, że właśnie pokazał się jako beznadziejny brat. W końcu nie wziął pod uwagę niebezpieczeństwa magii i konsekwencji, jakie nosiła ze sobą styczność z przeklętym przedmiotem, ale jego pierwszą myślą było podesłanie takiego przedmiotu Pyotrowi, tylko dlatego, że nadawała zabawny wygląd, tylko po to, by się ponaśmiewać.
I nawet, gdyby jednak zdecydował się sprezentować starszemu bratu taką "pamiątkę", nie musiał martwić się o pieniądze i to była jedna z nielicznych zalet bycia synem swojego ojca. Z pewnością trudniejsze byłoby znalezienie czarodzieja, który przygotowałby mu taką klątwę, szczególnie po usłyszeniu, co młody Petrov miał w planach na wykorzystanie jej.
Przyglądał się, jak chłopak powoli dotykał jego przedramienia. Jak powoli przesuwał palcami po skórze, zostawiając po sobie granatowo-błękitne ślady, które zniknęły tak szybko, jak się pojawiały. Jak znowu zbliża dłonie, zaciska je na przedramieniu i poszczą go, zostawiając znikający powoli odcisk ręki. Jego rozbawienie było urocze. Jakby Nikolai nie rozmawiał z młodzieńcem, który mógł być te kilka lat starszy od niego, a z dzieckiem, które wciąż poznawało kolory i zachwycało się każdym z nich.
-Nie... Nie ma nikogo, kogo lubiłbym w "ten" sposób- bo podejrzewał, że właśnie o to nieznajomemu chodziło. - I nie sądzę, by moi znajomi chcieli oglądać mnie w takim wydaniu.
Nie powiedział nic więcej, choć wręcz cisnęli mu się na usta, by spytać chłopaka, czy on również chciał spróbować działania klątwy na własne skórze, skoro tak bardzo mu się podobało, ale ugryzł się w język. Niedorzecznym było proponowanie takich rzeczy drugiej osobie, gdy nie miało pewności, że było to bezpieczne.
Właśnie... Powinien w końcu iść do tego szpitala.