25.03.2024, 20:31 ✶
Kiedy Lestrange tłumaczył swoje oczekiwania, Degenhardt stał spokojnie i milczał, nie ruszając się, ani nawet nie mrugając. Wypowiadali się inaczej od siebie, ale nie osiągnęło to jeszcze tego stopnia, w którym nie był w stanie zrozumieć przekazywanego mu komunikatu, więc podchodził do tego z lekkim zobojętnieniem, chociaż przedzierała się tam też lekka nuta ciekawości. No bo to, że Degenhardt większości przypadków wypowiadał się z klasą było dosyć przewidywalne - bo był klasycznie szkolonym pianistą, ale bliźniaki Lestrange to też były osoby kojarzone z wyższymi sferami, a uczyli go niebanalnego słownictwa...
- Obozowego czego? - Miał mugoli gdzieś, poza tym nigdy by nie wpadł na to, że Śmierciożerca używa tutaj jakiegoś mugolskiego określenia, a sam nie skojarzył tego z nikim ani niczym. - Ale okej, załapałem, czego potrzebujesz. Zgrai degeneratów, którzy wykonają dla ciebie jakieś rzeczy, ale którymi nie musisz się przejmować. - Czy robił to wcześniej? Absolutnie nie. Przewidywał jednak, że to nie mogło być aż takie trudne, kiedy się oprócz silnego charakteru posiadało tak silną moc wpływania na ludzkie umysły. Na ten moment odłożył to jeszcze na bok. Nie całkowicie, bo i tak się to do niego zbliżało, po prostu... najpierw musiał przetrwać pierwsze dni, po których spodziewał się bycia poszukiwanym. I znaleźć te składniki. - Zapisz mi dokładnie, co właściwie mam ci zdobyć - powiedział, najwyraźniej bez zastanowienia, bo ledwie sekundę po tym machnął ręką. - Ah, albo ja to zrobię, bo jeszcze rozpoznają twoje pismo. - Wydawał się być pewny siebie, mimo tego najwyraźniej jakaś jego część i tak nie odmawiała sobie uwzględnienia scenariusza, w jakim wszystko, co miał zrobić, sromotnie się spierdoliło. Zanotował to wszystko na odwrocie przekazanej mu kartki z adresem, a później schował ją do kieszeni czarodziejskiej szaty.
Nie mieli tu już nic do zrobienia, więc zamiast stać na tym totalnym wypiździewie, z pewnością nienapełniającego żadnego z nich choćby minimalną dawką entuzjazmu, opuścili budynek. Przekraczając jego próg Degenhardt nie omieszkał zbadania pustym spojrzeniem tatuażu na jego szyi. Nawet spodobała mu się ta wizja - zabijani przez ciebie ludzie zwykle nie byli w stanie patrzeć ci w oczy, więc opuszczali wzrok niżej. Ostatnim co widzieli, musiał być ten ptak.
Poetyckie, inspirujące.
- W takim razie do zobaczenia.
Teleportowali się w swoje strony.
- Obozowego czego? - Miał mugoli gdzieś, poza tym nigdy by nie wpadł na to, że Śmierciożerca używa tutaj jakiegoś mugolskiego określenia, a sam nie skojarzył tego z nikim ani niczym. - Ale okej, załapałem, czego potrzebujesz. Zgrai degeneratów, którzy wykonają dla ciebie jakieś rzeczy, ale którymi nie musisz się przejmować. - Czy robił to wcześniej? Absolutnie nie. Przewidywał jednak, że to nie mogło być aż takie trudne, kiedy się oprócz silnego charakteru posiadało tak silną moc wpływania na ludzkie umysły. Na ten moment odłożył to jeszcze na bok. Nie całkowicie, bo i tak się to do niego zbliżało, po prostu... najpierw musiał przetrwać pierwsze dni, po których spodziewał się bycia poszukiwanym. I znaleźć te składniki. - Zapisz mi dokładnie, co właściwie mam ci zdobyć - powiedział, najwyraźniej bez zastanowienia, bo ledwie sekundę po tym machnął ręką. - Ah, albo ja to zrobię, bo jeszcze rozpoznają twoje pismo. - Wydawał się być pewny siebie, mimo tego najwyraźniej jakaś jego część i tak nie odmawiała sobie uwzględnienia scenariusza, w jakim wszystko, co miał zrobić, sromotnie się spierdoliło. Zanotował to wszystko na odwrocie przekazanej mu kartki z adresem, a później schował ją do kieszeni czarodziejskiej szaty.
Nie mieli tu już nic do zrobienia, więc zamiast stać na tym totalnym wypiździewie, z pewnością nienapełniającego żadnego z nich choćby minimalną dawką entuzjazmu, opuścili budynek. Przekraczając jego próg Degenhardt nie omieszkał zbadania pustym spojrzeniem tatuażu na jego szyi. Nawet spodobała mu się ta wizja - zabijani przez ciebie ludzie zwykle nie byli w stanie patrzeć ci w oczy, więc opuszczali wzrok niżej. Ostatnim co widzieli, musiał być ten ptak.
Poetyckie, inspirujące.
- W takim razie do zobaczenia.
Teleportowali się w swoje strony.
Koniec sesji
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me