25.03.2024, 21:01 ✶
W końcu jej słowa do niego dotarły. Zauważyła bardzo dosadnie ten moment, kiedy przestał się ruszać, a nierozumiejąca twarz, spokojna twarz zdobiona nie tylko przez kilkudniowy zarost, ale też przez miękki, życzliwy drugiej osobie uśmiech zastygł w obliczu tych właśnie informacji.
Mimo wieku, który dla wielu byłby już czasem pierwszych zawodowych awansów, czasem prowadzenia własnego biznesu, podróży, lub pierwszych niepowodzeń, Samuel był jak dziecko. Nie domagał się zweryfikowania tych danych, przyjmując wszystko co mówiła za fakt. Rodzice uczyli go bronić się przed agresorem, unikać ludzi, unikać Systemu. Nie nauczyli go jednak bronić się przed bardziej miękkimi sposobami podważania jego upartości i niezachwianego charakteru. Teraz miał szczęście, teraz osoba z którą rozmawiał nie kłamała.
– Czy to znaczy... czy to znaczy, że chcesz, żebym zostawił las? – pytanie może i by brzmiało niewinnie na papierze, ciche, zadane spokojnie, z rozwagą. Ale brzmiał tak, jakby struchlała matka właśnie dopytywała w absolutnym przerażeniu strażników więziennych, czy musi pozostawić swoje ukochane dzieci. Liście zaszumiały nad jego głową, ale nie przyniosły spodziewanego ukojenia. Mężczyzna oddychał bardzo spokojnie, wyciągając dłonie przed siebie i dotykając poszycia, szukając w nim oparcia i pociechy, jak szuka się dotykając ramienia ukochanej osoby. Jego oczy zeszkliły się, zupełnie jakby przyniosła mu wyrok śmierci, choć wcale tego nie powiedziała, a Sam zwyczajnie był zbyt rychły w wyciąganiu – często mylnych – wniosków. Nie pierwszy raz. Nie ostatni niestety.
Mimo wieku, który dla wielu byłby już czasem pierwszych zawodowych awansów, czasem prowadzenia własnego biznesu, podróży, lub pierwszych niepowodzeń, Samuel był jak dziecko. Nie domagał się zweryfikowania tych danych, przyjmując wszystko co mówiła za fakt. Rodzice uczyli go bronić się przed agresorem, unikać ludzi, unikać Systemu. Nie nauczyli go jednak bronić się przed bardziej miękkimi sposobami podważania jego upartości i niezachwianego charakteru. Teraz miał szczęście, teraz osoba z którą rozmawiał nie kłamała.
– Czy to znaczy... czy to znaczy, że chcesz, żebym zostawił las? – pytanie może i by brzmiało niewinnie na papierze, ciche, zadane spokojnie, z rozwagą. Ale brzmiał tak, jakby struchlała matka właśnie dopytywała w absolutnym przerażeniu strażników więziennych, czy musi pozostawić swoje ukochane dzieci. Liście zaszumiały nad jego głową, ale nie przyniosły spodziewanego ukojenia. Mężczyzna oddychał bardzo spokojnie, wyciągając dłonie przed siebie i dotykając poszycia, szukając w nim oparcia i pociechy, jak szuka się dotykając ramienia ukochanej osoby. Jego oczy zeszkliły się, zupełnie jakby przyniosła mu wyrok śmierci, choć wcale tego nie powiedziała, a Sam zwyczajnie był zbyt rychły w wyciąganiu – często mylnych – wniosków. Nie pierwszy raz. Nie ostatni niestety.