- Wolałabym właśnie tego uniknąć. - Chciała się jedynie napić przepysznej czekolady, nic więcej. Nie widziała w tym drugiego dna, znaczy domyślała się, o co może chodzić Bagshotowi, ale wydawało jej się, że jasno dała mu do zrozumienia, gdzie jest granica.
Zauważyła, że coś się zmieniło. Transmutacja stała się w tej chwili mało istotna, a przecież mieli się uczyć! Nie spodziewała się, że kilka słów może spowodować tyle zamieszania. Niedobrze.
- Nie obiecałeś mi najważniejszego, że nikomu nie powiesz, bo to tajemnica. - Musiała mieć pewność, że nie piśnie nikomu ani słowa, tak naprawdę wiedzę o umiejętności, którą nabyła miała tylko jej rodzina i Thunder, reszcie się nie chwaliła, bo wolała, żeby nie doszło to do nieodpowiednich uszu. Miała asa w rękawie i nie chciała, aby wszyscy o tym wiedzieli. Myślała przyszłościowo.
- Broń Merlinie, żadna randka. - Oburzyła się, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Nie ma szans, że pójdzie z nim na randkę, co to to nie. Widziała, jak przebierał w dziewczynach, nie chciała zostać odhaczona w tej jego małej kolekcji, a później zostać porzucona, jak zepsuta zabawka. Nie ma takiej możliwości.
- Nasze wyjście to normalne, przyjacielskie plotki przy czekoladzie. Teraz się rozjaśniło? - Miała nadzieję, że dotrą do niego jej słowa, że będzie pewien, jakie ona ma zamiary, bo robiło się nieco niezręcznie.