25.03.2024, 23:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2024, 23:16 przez Erik Longbottom.)
— A co? Może nagle zrobiłaś się górnolotna? — Uniósł wymownie brwi, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie.
Wstrząśnienie mózgu. Po prostu świetnie. Naprawdę zaczynał doceniać własną przemyślność. Skoro drzemała w nim dzisiaj taka siła, to jak by to wszystko się skończyło, gdyby przystał na oryginalny plan kobiety? Skrzywił się, gdy wyobraźnia roztoczyła przed nim wizję Ger, która obrywa od niego prawym sierpowym i wypluwa kilka zębów. To byłoby dużo ciężej wytłumaczyć niż ''standardowy'' uraz głowy.
— Mózg walczy wbrew woli właścicielki — żachnął się na żart przyjaciółki.
Przecież to nic takiego, bywało już gorzej, powtórzył za nią, nieudolnie naśladując jej ton głosu. Ugh, w takich chwilach aż za bardzo przypominała mu Brennę. A chociaż kochał siostrę całym sercem, tak coraz częściej ogarniała go frustracja w związku z jej wyskokami i wszelkimi niebezpieczeństwami, jakie zdawały się na nią czyhać, gdy to akurat ona nie polowała na nie. To porównanie zaskoczyło nawet Longbottoma, bo jak do tej pory, raczej rzadko kiedy porównywał do siebie Brennę i Geraldine.
Cóż, najwidoczniej współczesny świat i traumatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy potrafiły wpłynąć na każdego. Wykręcił głowę w bok, żeby bliżej przyjrzeć się Florence, która akurat poiła swoją pacjentkę jakimś eliksirem. Miał nadzieję, że nie była to jedna z tych mikstur dziecięcych, które smakowały jak świeże owoce i rozgrzewały całe ciało, żeby chory poczuł się lepiej. Zachowała się głupio, to teraz powinna cierpieć. Poza tym, jako łowczyni potworów powinna być przyzwyczajona do tego, że wylizanie wszystkich ran może chwilę potrwać.
— Proszę się nie martwić, przekaże wszystko jej bratu, co do każdego punktu — zapewnił z pasją Florence, bo cóż innego niby miałby zrobić? Może zabrać ją do siebie? Warownia wprawdzie służyła za motel dla zbłąkanych podróżników i zagubionych dusz, ale Geraldine miała własne lokum oraz brata. — Może on ją utrzyma pod kontrolą skoro duma Brygady Uderzeniowej i Szpitala św. Munga nie są w stanie tego zrobić.
Zerknął na pannę Yaxley. Astaroth na pewno będzie zachwycony tym, że próbuje się z neigo zrobić osobistego asystenta gapowatej siostry. Z drugiej strony, może zdołać przemówić krewniaczce do rozsądku. Bądź co bądź, nie ma to, jak rodzeństwo, prawda? Yhy, to na pewno pójdzie po jego myśli, pomyślał, bo wiedział, jak w tej sytuacji zachowałaby się jego własna siostra. Z niemałym trudem stłumił ciężkie westchnienie.
— Może dać jej coś mocniejszego? — rzucił w stronę Florence, uśmiechając się słabo. — To znaczy - mocniejszy lek. Albo coś, co przywróci jej zdrowy rozsądek.
Wstrząśnienie mózgu. Po prostu świetnie. Naprawdę zaczynał doceniać własną przemyślność. Skoro drzemała w nim dzisiaj taka siła, to jak by to wszystko się skończyło, gdyby przystał na oryginalny plan kobiety? Skrzywił się, gdy wyobraźnia roztoczyła przed nim wizję Ger, która obrywa od niego prawym sierpowym i wypluwa kilka zębów. To byłoby dużo ciężej wytłumaczyć niż ''standardowy'' uraz głowy.
— Mózg walczy wbrew woli właścicielki — żachnął się na żart przyjaciółki.
Przecież to nic takiego, bywało już gorzej, powtórzył za nią, nieudolnie naśladując jej ton głosu. Ugh, w takich chwilach aż za bardzo przypominała mu Brennę. A chociaż kochał siostrę całym sercem, tak coraz częściej ogarniała go frustracja w związku z jej wyskokami i wszelkimi niebezpieczeństwami, jakie zdawały się na nią czyhać, gdy to akurat ona nie polowała na nie. To porównanie zaskoczyło nawet Longbottoma, bo jak do tej pory, raczej rzadko kiedy porównywał do siebie Brennę i Geraldine.
Cóż, najwidoczniej współczesny świat i traumatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy potrafiły wpłynąć na każdego. Wykręcił głowę w bok, żeby bliżej przyjrzeć się Florence, która akurat poiła swoją pacjentkę jakimś eliksirem. Miał nadzieję, że nie była to jedna z tych mikstur dziecięcych, które smakowały jak świeże owoce i rozgrzewały całe ciało, żeby chory poczuł się lepiej. Zachowała się głupio, to teraz powinna cierpieć. Poza tym, jako łowczyni potworów powinna być przyzwyczajona do tego, że wylizanie wszystkich ran może chwilę potrwać.
— Proszę się nie martwić, przekaże wszystko jej bratu, co do każdego punktu — zapewnił z pasją Florence, bo cóż innego niby miałby zrobić? Może zabrać ją do siebie? Warownia wprawdzie służyła za motel dla zbłąkanych podróżników i zagubionych dusz, ale Geraldine miała własne lokum oraz brata. — Może on ją utrzyma pod kontrolą skoro duma Brygady Uderzeniowej i Szpitala św. Munga nie są w stanie tego zrobić.
Zerknął na pannę Yaxley. Astaroth na pewno będzie zachwycony tym, że próbuje się z neigo zrobić osobistego asystenta gapowatej siostry. Z drugiej strony, może zdołać przemówić krewniaczce do rozsądku. Bądź co bądź, nie ma to, jak rodzeństwo, prawda? Yhy, to na pewno pójdzie po jego myśli, pomyślał, bo wiedział, jak w tej sytuacji zachowałaby się jego własna siostra. Z niemałym trudem stłumił ciężkie westchnienie.
— Może dać jej coś mocniejszego? — rzucił w stronę Florence, uśmiechając się słabo. — To znaczy - mocniejszy lek. Albo coś, co przywróci jej zdrowy rozsądek.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞