Bracia nie mieli łatwego dzieciństwa, kiedy ojciec sporo od nich wymagał. Wychowywał z twardymi zasadami, które częściowo oni sami nadal stosowali, przekładali na swoje dzieci. Najgorzej jednak wspominał dzieciństwo Richard, który najbardziej przeciwstawiał się rodzicowi, odbierając za to większe kary niż jego brat. Co skończyło późniejszym wyjazdem za granicę.
Jeżeli spojrzenie nie działało, musiał do niej przemówić. Inaczej po prostu zabrałby rękę. Niby twierdziła, że nie boi się Roberta, Ale wewnętrznie mogła mieć inne odczucia. Być może z bratem próbowali inaczej wychować dzieci, ale pewne nawyki z własnych przeżyć, pozostawały bez zmienne, przekazywane swoim synom i córkom.
Obietnicę złożył jej słowną. Choć dla niej mogła brzmieć prawdziwie, szczerze, to jednak Richard był na tyle dobrym kłamcą, że mógłby w każdej chwili ją złamać. I całe szczęście, Sophie ogarnęła się, nie wymuszając na nim dziecinnych zabaw, dotrzymywania słowa. Otworzyła drzwi do pokoju i wpuściła go.
W środku panował zdecydowany porządek. Jak na Mulcibera przystało. Może i faktycznie skrzaty nie były jej potrzebne, ale głównie wzrokiem szukał podejrzanych rzeczy? Przedmiotów? Dostrzegł je, kiedy mu dziewczyna zaprezentowała stolik, z pustymi butelkami. Przyrządy kuchenne, korkownica?
- Skąd Ty to wszystko masz?Zapytał dość poważnie, nie ukrywać po sobie niezadowolenia. A szczególnie jak zdjęła koce ukazując dwie butle, które fermentowały żółtym płynem. Nie zdziwiłby się, gdyby Sophie zaczęła robić jakieś swoje badania naukowe, biorąc pod uwagę fakt, że jest córką jego brata. W końcu ich rodzina słynie z bycia naukowcami. Do czasu. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej. A kiedy usłyszał o czterdziestoprocentowej cytrynówce i zobaczył jedną z gotowych butelek, z etykietą. Westchnął ciężko, schował twarz w dłoni. Tak zwany, facepalm.
Ona była ze swojego dzieła dumna.
On był zaniepokojony.
Nawet jego córka nie wpadłaby na tak durny pomysł.
- Sophie… Byłbym Ci wdzięczny, gdyby to wszystko stąd zniknęło.Rzekł, przenosząc na nią swoje poważne spojrzenie, przesuwając dłoń po twarzy na podbródek. Miał co do tego interesu spore obawy. Dziewczyna, dopiero skończyła osiemnaście lat? Jeżeli tę nalewkę robiła na alkoholu, spirytusie, skąd go pozyskała? Od kiedy się tym zajmuje? Rozumiałby szycie ubrań, skoro miała maszynę do szycia. Chcąc zrobić biznes krawiecki, otworzyć swój sklep odzieżowy jak Rosierowie. Malować obrazy jak jej ojciec? Cokolwiek innego, ale nie to. Nie w tym okresie, kiedy zauważył u Roberta dość częste sięganie po alkohol. Według Richarda, za młoda była jeszcze na zajmowanie się czymś takim. Mogła przecież robić wiele innych rzeczy.