26.03.2024, 09:31 ✶
-Pan Longbottom? - Zdziwił się Isaac i wbił w Morpheusa swoje intensywnie niebieskie oczy. Spojrzał prosto w jego ciemne oczy, a następnie skierował spojrzenie na jego nos, usta i na końcu na podbródek. Wyglądał, jakby coś analizował. Jakiego koloru oczu miała Ziemniaczek? Jaki nos miał Erik? Wszystko to trwało może dwie sekundy, ale jeśli mężczyzna był uważany, to na pewno zauważył że Isaac mu się przyglądał. Wyrzucił niedopałek drugiego papierosa.
-Miałem przyjemność chodzić do szkoły z Brenną i Erikiem. Kiedyś byliśmy całkiem blisko. Ja i Erik jesteśmy w tym samym wieku. - Powiedział. Zastanawiał się jakie pokrewieństwo ich łączyło z Morpheusem. Niewymowny, interesujące…
-W takim razie pańska praca w Ministerstwie jest o wiele ciekawsza od mojej, panie Longbottom. - Isaac założył kapelusz z powrotem na głowę i zerknął w stronę drzwi prowadzących do “Smutku i Rozpaczy”. Poprawił marynarkę i odetchnął.
-Trochę mi głupio, że się nie przedstawiłem i zalałem pana potokiem słów. Skoro Bob od trzydziestu sześciu lat nie korzysta ze swoich przerw, to może w ramach przeprosin dałby się pan zaprosić na piwo lub szklankę ognistej? Albo i dwie? - Uśmiechnął się ładnie do swojego rozmówcy i wyciągnął swój srebrny, kieszonkowy zegarek. Miał go po ojcu, a ten po dziadku, a dziadek po pradziadku i tak dalej. Baghshotowie cenili sobie rodzinne pamiątki. I to właśnie przypomniało Isaacowi, że miał wysłać sowę do cioci Radelli.
-Zerwiemy się wcześniej. Podatnicy nie zbiednieją, Ministerstwo również. Bob naszym bohaterem! - Zażartował, wyszczerzył zęby i zaśmiał się cicho pod nosem. Dość już miał siedzenia i przeglądania dokumentów. Anthony Shafiq obiecał mu niedługo przygodę, więc niech lepiej dotrzyma słowa. A teraz Isaac miał ochotę się napić w towarzystwie kogoś interesującego. Skargi i zażalenia poczekają, nigdzie nie uciekną. Nie przeterminują się, ani nie zepsują. Zajmie się tym jutro. Na kacu.
-Miałem przyjemność chodzić do szkoły z Brenną i Erikiem. Kiedyś byliśmy całkiem blisko. Ja i Erik jesteśmy w tym samym wieku. - Powiedział. Zastanawiał się jakie pokrewieństwo ich łączyło z Morpheusem. Niewymowny, interesujące…
-W takim razie pańska praca w Ministerstwie jest o wiele ciekawsza od mojej, panie Longbottom. - Isaac założył kapelusz z powrotem na głowę i zerknął w stronę drzwi prowadzących do “Smutku i Rozpaczy”. Poprawił marynarkę i odetchnął.
-Trochę mi głupio, że się nie przedstawiłem i zalałem pana potokiem słów. Skoro Bob od trzydziestu sześciu lat nie korzysta ze swoich przerw, to może w ramach przeprosin dałby się pan zaprosić na piwo lub szklankę ognistej? Albo i dwie? - Uśmiechnął się ładnie do swojego rozmówcy i wyciągnął swój srebrny, kieszonkowy zegarek. Miał go po ojcu, a ten po dziadku, a dziadek po pradziadku i tak dalej. Baghshotowie cenili sobie rodzinne pamiątki. I to właśnie przypomniało Isaacowi, że miał wysłać sowę do cioci Radelli.
-Zerwiemy się wcześniej. Podatnicy nie zbiednieją, Ministerstwo również. Bob naszym bohaterem! - Zażartował, wyszczerzył zęby i zaśmiał się cicho pod nosem. Dość już miał siedzenia i przeglądania dokumentów. Anthony Shafiq obiecał mu niedługo przygodę, więc niech lepiej dotrzyma słowa. A teraz Isaac miał ochotę się napić w towarzystwie kogoś interesującego. Skargi i zażalenia poczekają, nigdzie nie uciekną. Nie przeterminują się, ani nie zepsują. Zajmie się tym jutro. Na kacu.