Gdy chłopak spytał, czy Nikolai miał kogoś, kogo lubił, pomyślał, że chodziło mu o kogoś, z kim mogłaby go łączyć specjalna, silna więź. Na tyle silna, by ta osoba była pierwszą, która przyszłaby mu do głowy, gdyby chciał pokazać coś tak... Niecodziennego. Jej lub jemu, w zależności od preferencji. Może pomyślał, że chłopakowi chodziło o miłość? W końcu najczęściej, gdy pada to pytanie, chodziło właśnie o osobę, którą darzyło się "specjalnym" uczuciem, a takiej Nikolai nie miał.
Nie był pewien, jak jego "znajomi" by się zachowali, gdyby go teraz zobaczyli. Wybuchliby śmiechem? Przestraszyliby się? Próbowaliby go obezwładnić i odizolować, by nie rozpowszechniał dziwnej "choroby"? Ciężko było stwierdzić, gdy tak na dobrą sprawę ludzi nie znało się za dobrze i wszelkie reakcje na różne sytuacje były jedną wielką niewiadomą.
-Za twoich czasów mieliście dziwne zabawy - stwierdził. Stwierdzenie "za twoich/moich czasów" było w tym przypadku dziwne, gdy chłopak był od Nikolaia starszy o ile? Trzy lata? Jego "czasy" nie były Nikolaiowy tak dalekie, ale nie potrafił odnieść się do miejsca. Nikolai swoich rówieśników poznał w Koldovstoretz, a potem na bankietach, na które zapraszano jego ojca. Jak było w przypadku tego chłopaka? Uczęszczał do Hogwartu i to tam młodzież bawiła się w tak dziwny sposób? A może uczęszczał do innej szkoły w innym kraju i z inną kulturą?
-Za moich czasów szkolnych najwiekszą rozrywką było wyzywanie starszaków na pojedynek. Zabawa kończyła się, gdy to ty przegrywałeś.
Niby z kim miałby tutaj klepać się po plecach do czerwoności?
-Jeśli nie umrę, klątwa nie będzie jednorazowa i cię kiedyś spotkam, oddam ci ją, jeżeli chcesz. Wygląda na to, że ci się podoba - kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu.
Wcale nie przeszkadzało mu, że nie poznał imienia chłopaka, ani sam się nie przedstawił.
-Powinienem już iść z tym do szpitala, więc...