26.03.2024, 13:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2024, 13:14 przez Isaac Bagshot.)
Kiedy Sebastian powiedział że nie lubi wodzenia za nos, Isaac spojrzał na niego uważnie.
-Jeszcze raz pana przepraszam, panie Macmillan. - Powiedział poważnie, co wskazywało na to, że naprawdę nie jest dumny z tego jak się zachował. Isaac był naprawdę bardzo dobry w takich gierkach, jednak nie był zwolennikiem tego typu działań. Opłacenie wizyty oraz lakoniczny list były oczywiste obmyślane i działał z wyraźną premedytacją. Wiedział, że duchowny będzie czuł się zobowiązany żeby z nim porozmawiać. Drugą opcja było to, że urażony wstanie i trzaśnie drzwiami, jednak Bagshot dawał temu może pięć procent szans. Wiedział też o jego nauce w Instytucie Badań Historycznych. To również miało duży wpływa na to, że wybrał właśnie jego. W końcu historycy, badacze i naukowcy zawsze trzymali się razem. Nawet podczas wojny między mugolakami, ich naukowcy mieli nieoficjalną możliwość kontaktowania się między sobą. Wśród czarodziejów nie było wcale inaczej.
-I tak, ma pan rację. To się ciągnie zdecydowanie dłużej. - Wskazał na pudło z gazetami.- Trochę już udało mi się wyczytać między wierszami. Tyle że praca w Ministerstwie zabiera mi zbyt dużo czasu. - Odetchnął. Musiał tam jednak zostać, w razie gdyby potrzebował jakichś kontaktów albo z kimś porozmawiać. To wszystko wina Anthony’ego. Nie lubił pracy na etacie. Nie był przyzwyczajony do tego, żeby codziennie wstawać na czas i odbębniać osiem godzin w jaskini Smutku i Rozpaczy.
-Mówił pan o napaściach, atakach na prywatne biznesu i porwaniach. Zwolennicy Czarnego Pana napadają na tych, którzy nie chcą im się podporządkować. Ale i ktoś napada również na nich. Nie tylko Aurorzy z Ministerstwa. Czyli musi istnieć jakieś podziemie, panie Macmillan. Jedni napadają na drugich. Z tego co udało mi się wygrzebać, to również zwolennicy czystości krwii są ofiarami nieoficjalnych ataków. Czy wie pan coś o tym podziemiu? - Spojrzał na Sebastiana uważnie, skupiając się na jego mimice, ruchu ciała oraz każdej zmarszczce która miałaby zdradzić, że mężczyzna kłamie lub mówi prawdę o swojej wiedzy lub niewiedzy w tym temacie. Musiał wiedzieć, czy mężczyzna powie mu prawdę.
Kiedy Sebastian zaczął mówić o Beltane, Isaac dolał mu herbaty i słuchał w skupieniu. Słysząc o Limbo, drgnął niespokojnie.
-Czy może mi pan więcej opowiedzieć o Limbo? - Poprosił. Zupełnie zapomniał o swojej herbacie, nawet nie myślał o tym, żeby ją pić. Nie miał też zamiaru pytać o żadne nazwiska, ponieważ nie były mu one do niczego potrzebne.
-Ja… nie wiem co powiedzieć. Znam podobne albo i gorsze historie które miały miejsce w Europie wschodniej jeszcze nie tak dawno temu, ale… to się dzieje tutaj, u nas. Na naszym podwórku, panie Macmillan. I to jest przerażające. - Isaac był wyraźnie zaniepokojony i zatroskany. Przygryzł na chwilę dolna wargę i spojrzał w przestrzeń jakby intensywnie myślał. - Ja wiem do czego to prowadzi. Badałem to i widziałem to. - Pogładził się nerwowo ręką po udzie. - Przykro mi, że sprofanowano to, co dla Was święte. Nawet podczas konfliktów, sacrum powinno być nietykalne. Może napijemy się czegoś mocniejszego, zanim będziemy kontynuować?
-Jeszcze raz pana przepraszam, panie Macmillan. - Powiedział poważnie, co wskazywało na to, że naprawdę nie jest dumny z tego jak się zachował. Isaac był naprawdę bardzo dobry w takich gierkach, jednak nie był zwolennikiem tego typu działań. Opłacenie wizyty oraz lakoniczny list były oczywiste obmyślane i działał z wyraźną premedytacją. Wiedział, że duchowny będzie czuł się zobowiązany żeby z nim porozmawiać. Drugą opcja było to, że urażony wstanie i trzaśnie drzwiami, jednak Bagshot dawał temu może pięć procent szans. Wiedział też o jego nauce w Instytucie Badań Historycznych. To również miało duży wpływa na to, że wybrał właśnie jego. W końcu historycy, badacze i naukowcy zawsze trzymali się razem. Nawet podczas wojny między mugolakami, ich naukowcy mieli nieoficjalną możliwość kontaktowania się między sobą. Wśród czarodziejów nie było wcale inaczej.
-I tak, ma pan rację. To się ciągnie zdecydowanie dłużej. - Wskazał na pudło z gazetami.- Trochę już udało mi się wyczytać między wierszami. Tyle że praca w Ministerstwie zabiera mi zbyt dużo czasu. - Odetchnął. Musiał tam jednak zostać, w razie gdyby potrzebował jakichś kontaktów albo z kimś porozmawiać. To wszystko wina Anthony’ego. Nie lubił pracy na etacie. Nie był przyzwyczajony do tego, żeby codziennie wstawać na czas i odbębniać osiem godzin w jaskini Smutku i Rozpaczy.
-Mówił pan o napaściach, atakach na prywatne biznesu i porwaniach. Zwolennicy Czarnego Pana napadają na tych, którzy nie chcą im się podporządkować. Ale i ktoś napada również na nich. Nie tylko Aurorzy z Ministerstwa. Czyli musi istnieć jakieś podziemie, panie Macmillan. Jedni napadają na drugich. Z tego co udało mi się wygrzebać, to również zwolennicy czystości krwii są ofiarami nieoficjalnych ataków. Czy wie pan coś o tym podziemiu? - Spojrzał na Sebastiana uważnie, skupiając się na jego mimice, ruchu ciała oraz każdej zmarszczce która miałaby zdradzić, że mężczyzna kłamie lub mówi prawdę o swojej wiedzy lub niewiedzy w tym temacie. Musiał wiedzieć, czy mężczyzna powie mu prawdę.
Kiedy Sebastian zaczął mówić o Beltane, Isaac dolał mu herbaty i słuchał w skupieniu. Słysząc o Limbo, drgnął niespokojnie.
-Czy może mi pan więcej opowiedzieć o Limbo? - Poprosił. Zupełnie zapomniał o swojej herbacie, nawet nie myślał o tym, żeby ją pić. Nie miał też zamiaru pytać o żadne nazwiska, ponieważ nie były mu one do niczego potrzebne.
-Ja… nie wiem co powiedzieć. Znam podobne albo i gorsze historie które miały miejsce w Europie wschodniej jeszcze nie tak dawno temu, ale… to się dzieje tutaj, u nas. Na naszym podwórku, panie Macmillan. I to jest przerażające. - Isaac był wyraźnie zaniepokojony i zatroskany. Przygryzł na chwilę dolna wargę i spojrzał w przestrzeń jakby intensywnie myślał. - Ja wiem do czego to prowadzi. Badałem to i widziałem to. - Pogładził się nerwowo ręką po udzie. - Przykro mi, że sprofanowano to, co dla Was święte. Nawet podczas konfliktów, sacrum powinno być nietykalne. Może napijemy się czegoś mocniejszego, zanim będziemy kontynuować?