— Nie jestem botanikiem, ale z tego co wiem, tulipany to kwiaty z okolicy kwietnia. — Dookoła jego nóg oraz Erika wyrosło mnóstwo kwiatów tego gatunku, chociaż mógłby przysiąc, że ich wcześniej tu nie było. Mógł nie znać się na egzotycznych gatunkach, ale na cycki Wenus, wiedział kiedy rosną i jak wyglądają tulipany. Zerwał jeden, piękny, żółty okaz i położył go koło swojego talerza.
Morpheus przyjrzał się Samowi. Czy jego teoria była niesłuszna? Puzzle nie układały się w swoje miejsca. Młodzieniec nie wyglądał jak ktoś zadowolony z towarzystwa, jakie zapewniła mu noc, prędzej jak ktoś, kto zobaczył ukochaną osobę w ramionach innej. Jednak czy... Nie sądził, aby Nora była zdolna do tego, aby poić Erika amortencją, zresztą Erik nie wyglądał szczęśliwie. Co tu się działo...
Nagle jego wzrok rozmył się, krojona kiełbaska na chwilę zawisła zbyt długo między ustami, a talerzem. Tłuszczyk pozwoli skapnął na porcelanę talerza z lśniącej skórki, chociaż cała reszta świata dalej trwała. Jego już nie było do końca przy stole. Ciepły poranek zmienił się w gęstość kwiatowych toksyn.
Ogród tonął w roślinach, stoliki zostały wywrócone, zastawa rozbita, wszędzie panoszyły się rośliny, pożerając dosłownie wszystko na swojej drodze i pnąc, pnąc się do nieba, a między nimi on, niedźwiedź, na wpół szalony, w koronie z kolczastych, ledwie zakwitłych róż, a do jego pleców, linami z powojów, przywiązana omdlała dziewczyna...
Włożył kawałek mięsa jak gdyby nigdy nic do ust.
— To jak nie masz apetytu, to mógłbyś mi pomóc w jednej sprawie? Złamałem wczoraj deskę w łóżku, dociąłbyś mi nową? Najlepiej jeszcze dzisiaj.
Wstał i wziął ze sobą filiżankę. Niech zmienią temat, skoro złamał deskę, a wcale nie spał. Septima raczej już nie dołączy, więc ominą ją głupie uśmieszki. Prawdopodobnie. Trudno, to dla wyższej sprawy.