26.03.2024, 16:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:01 przez Roselyn Greengrass.)
Rose skrzywiła się nieco, gdy nie uzyskała odpowiedzi na swoje pytanie. Zacisnęła usta w cienką kreskę, obserwując uważnie Samuela. Brakowało mu ogłady - to na pewno. Nie odpowiadał na pytania, zdawał się je po prostu ignorować, jakby były niewygodne i po prostu nie wiedział, co z nimi ma zrobić. Albo zbyt miałkie, bo przecież sam w odpowiedzi zadał własne. Takie, na które odpowiedzi chyba nie chciał usłyszeć, a jednak ono padło. Tak, miał szczęście że trafił na osobę, która w tej chwili była z nim szczera i - co więcej - nie wymagała, żeby teraz zaraz się zbierał z "ich" lasu i wypieprzał w podskokach jak zajączek.
- Nie - odpowiedziała krótko, kręcąc głową jakby na potwierdzenie swoich słów. Trochę zrobiło się jej go żal, bo wyglądał jakby się miał zaraz rozpłakać. Akurat nie miała ambicji, by doprowadzać innych do płaczu, przynajmniej nie dzisiaj. Owszem, potrafiła być złośliwą jędzą, jeśli taka była konieczność, ale przecież w głębi duszy była dobrą istotą, a przynajmniej za taką się postrzegała. Może nie zawsze była grzeczna, ale kto był? - Chcę po prostu wiedzieć, kim jesteś. Nie przypominasz sobie, by matka lub jej rodzice mówili ci cokolwiek o tym, jak się tu znaleźliście?
Bo ona wciąż uważała, że to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Była niemal pewna, że nikt nie byłby w stanie mieszkać tu tyle lat - o ile oczywiście mówił prawdę, bo przecież świat był pełen kłamczuchów - bez wiedzy jej rodziców. Po prostu pewnie nie uznali za stosowne, by jeszcze wprowadzać ją te zawiłości. Co nie znaczyło, że przy najbliższej okazji ich o to nie zapyta. Tak na wszelki wypadek.
Jej ojciec był mężczyzną, który raczej nie zataiłby przed nią faktu, że ktoś kręci się po Kniei i nie mogą go wypędzić. Była tego pewna - lecz im dłużej patrzyła na Samuela, tym większe miała wątpliwości. Może zapomniał, a może coś było nie tak? Może coś z tym mężczyzną było nie tak? Może powinna się go obawiać? Mimowolnie przekrzywiła głowę i wlepiła ślepia w Samuela. Był... dziwny. Pachniało od niego lasem, a nie perfumami, do których była przyzwyczajona. Był też inny, inaczej się nosił, inaczej wyglądał, inaczej się zachowywał. Ale w tym wszystkim nie wyczuwała grozy czy ukrytych intencji. I to też było dziwne.
- Nie - odpowiedziała krótko, kręcąc głową jakby na potwierdzenie swoich słów. Trochę zrobiło się jej go żal, bo wyglądał jakby się miał zaraz rozpłakać. Akurat nie miała ambicji, by doprowadzać innych do płaczu, przynajmniej nie dzisiaj. Owszem, potrafiła być złośliwą jędzą, jeśli taka była konieczność, ale przecież w głębi duszy była dobrą istotą, a przynajmniej za taką się postrzegała. Może nie zawsze była grzeczna, ale kto był? - Chcę po prostu wiedzieć, kim jesteś. Nie przypominasz sobie, by matka lub jej rodzice mówili ci cokolwiek o tym, jak się tu znaleźliście?
Bo ona wciąż uważała, że to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Była niemal pewna, że nikt nie byłby w stanie mieszkać tu tyle lat - o ile oczywiście mówił prawdę, bo przecież świat był pełen kłamczuchów - bez wiedzy jej rodziców. Po prostu pewnie nie uznali za stosowne, by jeszcze wprowadzać ją te zawiłości. Co nie znaczyło, że przy najbliższej okazji ich o to nie zapyta. Tak na wszelki wypadek.
Jej ojciec był mężczyzną, który raczej nie zataiłby przed nią faktu, że ktoś kręci się po Kniei i nie mogą go wypędzić. Była tego pewna - lecz im dłużej patrzyła na Samuela, tym większe miała wątpliwości. Może zapomniał, a może coś było nie tak? Może coś z tym mężczyzną było nie tak? Może powinna się go obawiać? Mimowolnie przekrzywiła głowę i wlepiła ślepia w Samuela. Był... dziwny. Pachniało od niego lasem, a nie perfumami, do których była przyzwyczajona. Był też inny, inaczej się nosił, inaczej wyglądał, inaczej się zachowywał. Ale w tym wszystkim nie wyczuwała grozy czy ukrytych intencji. I to też było dziwne.