26.03.2024, 17:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2024, 23:21 przez Isaac Bagshot.)
-Panie Shafiq, ja przede wszystkim jestem pijakiem i historykiem, a dopiero potem pisarzem. W ciągu ośmiu lat udało mi się napisać tylko dwie książki. - Przypomniał. Nie było to jednak do końca prawdą. Wyjechał w świat bez znajomości innych języków, a i tak udało mu się napisać dwie merytorycznie dobre pozycje, które zostały wydane we wszystkich krajach anglojęzycznych. Ale z drugiej strony, kto chciałby czytać książki poświęcone historii i kulturze, jak to lubił mawiać?
-Ale pijakiem z honorem, bo pijany do pracy bym się nigdy nie stawił. Na kacu - owszem. - Uniósł palec do góry i na propozycje czegoś mocniejszego, pokiwał lekko głową. Czy czuł się urażony przytykami Anthony’ego? Wydawało się że nie, i tak też było. Ciężko było tak naprawdę stwierdzić, jakie Isaac miał o sobie zdanie. Czy naprawdę uważał się za pijaka, czy mówił tak tylko żeby wyrwać się z tej dziwnej sytuacji, i żeby mężczyzna dał sobie z nim spokój? Któż to wie.
Miał swoje plany i były dość ambitne, jednak sposób ich realizacji będzie “Isaac’owy”.
-Nie odpowiedział mi pan na mój warunek, ale uznam, że jeśli zadowole pana moją historią, to przynajmniej opiszę ją pan w rubryce śmiesznych historii w Czarownicy. Mam nadzieję, że znajdzie się tuż pod moją o Bobie i kanapkach z pasztetem. - Odchrząknął i zamilknął na chwilę, jakby szykował się do wygłoszenia przemowy.
-Tak więc, panie Shafiq, opowiem panu jak to wygląda z mojej perspektywy. Proszę się nie gniewać o słownictwo, ani o to, co do pana powiem. - Uprzedził i ułożył się nieco wygodniej. Kichnął nagle w ramie i przetarł wierzchem dłoni jedno oko. - Przepraszam, to chyba te kadzidła. Tak więc, spotkał pan za granicą swojego rodaka, czyli mnie. Okazałem się niegłupi, wiem że umiem się wysłowić i na pewno wspomniałem, że chcę wrócić do ojczyzny. Zauważył pan pewnie, że lubię się napić, czasem coś sobie wziąć, lubię seks i jestem dosyć rozrywkowy. Zaproponował mi pan pracę w Ministerstwie, doskonale wiedząc, że śmierdzi tam kanapkami Boba i że będę się piekielnie nudził. I miał pan oczywiście rację. - Zmarszczył lekko brwi, jednak nie ruszał się z miejsca bo siedział w bardzo wygodnej pozycji. - Tak naprawdę nie jest tam aż tak źle. Może i jest to dosyć żmudne, ale ja jestem przyzwyczajony do żmudnej pracy. - Była to prawda. Problemem tak naprawdę były dla niego tylko stałe godziny w których musiał siedzieć w biurze. - Po tygodniu powiedziano panu, że wyrabiam się ze swoją pracą, nie spóźniam się ale zbyt często chodzę zapalić. Widzi pan, ja szanuje innych i dlatego nie palę w budynku. - Powiedział zgodnie z prawdą. - Po tygodniu zjawia się pan, panie Shafiq, jako mój wybawiciel który może zaproponować mi coś lepszego. I oto tu jesteśmy. - Rozłożył nieco ręce i złapał za wężyk od shishy żeby pociągnąć dym. Nie próbował robić takich samych sztuczek jak Anthony. Pociągnął trzy razy, po czym znów się wygodnie oparł.- Tyle że ja nie wiem o co panu chodzi i do czego chce mnie pan zatrudnić. I to mnie właśnie denerwuje. Mam kilka pomysłów w głowie, więc się nimi podzielę. I tak, słuchałem pana i mówił pan o godzinie, więc jeszcze ponad 50 minut. - Zaznaczył. - Jest pan dość ekstrawagancki więc zastanówmy się… czy potrzebuje pan asystenta, żeby opowiadał panu ciekawostki historyczne o goblinach przy obiedzie? A może pan chce, żebym napisał pańską biografie? Mógłbym spróbować… albo może… - Uśmiechnął się delikatnie i uniósł lekko ku górze jedną brew. Wyciągnął się nieco wygodniej na krześle i rozpiął dwa pierwsze guziki swojej koszuli, ukazując kawałek bladej skóry i torsu. Druga dłonią powoli zjeżdżał po klatce piersiowej i brzuchu, w okolice swojego paska od spodni. Nie za szybko, nie za wolno. -A może… szuka pan kochanka, panie Shafiq? - Niespiesznie oparł oba łokcie na stole i ułożył głowę na ręku.- Przykro mi, ale nigdy nie spałem z mężczyzną, więc będzie pan musiał mnie wszystkiego nauczyć.-Westchnął nieco ciszej i zaśmiał się pod nosem. Ah ten wysoki urok odziedziczony po linii Lockhartów. - Handel narkotykami? To nie dla mnie, narkotyki od święta, jak sam pan wie. - Opadł na swoje siedzisko. - Alkohol? Oj często. Będziemy pędzić wino albo bimber? Mam napisać panu o czymś książkę? Śledzić Boba? Bob jest nudny, proszę mi wierzyć. Znaleźć panu żonę? Jest pan przystojny, poradzi pan sobie. - Rozłożył ręce. - Więc jak sam pan widzi, panie Shafiq, nie mam pojęcia czego pan ode mnie chce… bo jeśli to coś nielegalnego, to na pewno nie jest to dla mnie.- Odetchnął. - Są dwie rzeczy, przez które nie jestem z siebie dumny. Pierwsza to mój zbyt rozrywkowy tryb życia, a drugą jest coś, o czym nie chce mówić. - Drugą było używanie legilimencji. Isaac odczuwał zawsze ogromne wyrzuty sumienia jeśli musiał użyć jej bez zgody ofiary. Czekał na to, co powie Anthony.
-Ale pijakiem z honorem, bo pijany do pracy bym się nigdy nie stawił. Na kacu - owszem. - Uniósł palec do góry i na propozycje czegoś mocniejszego, pokiwał lekko głową. Czy czuł się urażony przytykami Anthony’ego? Wydawało się że nie, i tak też było. Ciężko było tak naprawdę stwierdzić, jakie Isaac miał o sobie zdanie. Czy naprawdę uważał się za pijaka, czy mówił tak tylko żeby wyrwać się z tej dziwnej sytuacji, i żeby mężczyzna dał sobie z nim spokój? Któż to wie.
Miał swoje plany i były dość ambitne, jednak sposób ich realizacji będzie “Isaac’owy”.
-Nie odpowiedział mi pan na mój warunek, ale uznam, że jeśli zadowole pana moją historią, to przynajmniej opiszę ją pan w rubryce śmiesznych historii w Czarownicy. Mam nadzieję, że znajdzie się tuż pod moją o Bobie i kanapkach z pasztetem. - Odchrząknął i zamilknął na chwilę, jakby szykował się do wygłoszenia przemowy.
-Tak więc, panie Shafiq, opowiem panu jak to wygląda z mojej perspektywy. Proszę się nie gniewać o słownictwo, ani o to, co do pana powiem. - Uprzedził i ułożył się nieco wygodniej. Kichnął nagle w ramie i przetarł wierzchem dłoni jedno oko. - Przepraszam, to chyba te kadzidła. Tak więc, spotkał pan za granicą swojego rodaka, czyli mnie. Okazałem się niegłupi, wiem że umiem się wysłowić i na pewno wspomniałem, że chcę wrócić do ojczyzny. Zauważył pan pewnie, że lubię się napić, czasem coś sobie wziąć, lubię seks i jestem dosyć rozrywkowy. Zaproponował mi pan pracę w Ministerstwie, doskonale wiedząc, że śmierdzi tam kanapkami Boba i że będę się piekielnie nudził. I miał pan oczywiście rację. - Zmarszczył lekko brwi, jednak nie ruszał się z miejsca bo siedział w bardzo wygodnej pozycji. - Tak naprawdę nie jest tam aż tak źle. Może i jest to dosyć żmudne, ale ja jestem przyzwyczajony do żmudnej pracy. - Była to prawda. Problemem tak naprawdę były dla niego tylko stałe godziny w których musiał siedzieć w biurze. - Po tygodniu powiedziano panu, że wyrabiam się ze swoją pracą, nie spóźniam się ale zbyt często chodzę zapalić. Widzi pan, ja szanuje innych i dlatego nie palę w budynku. - Powiedział zgodnie z prawdą. - Po tygodniu zjawia się pan, panie Shafiq, jako mój wybawiciel który może zaproponować mi coś lepszego. I oto tu jesteśmy. - Rozłożył nieco ręce i złapał za wężyk od shishy żeby pociągnąć dym. Nie próbował robić takich samych sztuczek jak Anthony. Pociągnął trzy razy, po czym znów się wygodnie oparł.- Tyle że ja nie wiem o co panu chodzi i do czego chce mnie pan zatrudnić. I to mnie właśnie denerwuje. Mam kilka pomysłów w głowie, więc się nimi podzielę. I tak, słuchałem pana i mówił pan o godzinie, więc jeszcze ponad 50 minut. - Zaznaczył. - Jest pan dość ekstrawagancki więc zastanówmy się… czy potrzebuje pan asystenta, żeby opowiadał panu ciekawostki historyczne o goblinach przy obiedzie? A może pan chce, żebym napisał pańską biografie? Mógłbym spróbować… albo może… - Uśmiechnął się delikatnie i uniósł lekko ku górze jedną brew. Wyciągnął się nieco wygodniej na krześle i rozpiął dwa pierwsze guziki swojej koszuli, ukazując kawałek bladej skóry i torsu. Druga dłonią powoli zjeżdżał po klatce piersiowej i brzuchu, w okolice swojego paska od spodni. Nie za szybko, nie za wolno. -A może… szuka pan kochanka, panie Shafiq? - Niespiesznie oparł oba łokcie na stole i ułożył głowę na ręku.- Przykro mi, ale nigdy nie spałem z mężczyzną, więc będzie pan musiał mnie wszystkiego nauczyć.-Westchnął nieco ciszej i zaśmiał się pod nosem. Ah ten wysoki urok odziedziczony po linii Lockhartów. - Handel narkotykami? To nie dla mnie, narkotyki od święta, jak sam pan wie. - Opadł na swoje siedzisko. - Alkohol? Oj często. Będziemy pędzić wino albo bimber? Mam napisać panu o czymś książkę? Śledzić Boba? Bob jest nudny, proszę mi wierzyć. Znaleźć panu żonę? Jest pan przystojny, poradzi pan sobie. - Rozłożył ręce. - Więc jak sam pan widzi, panie Shafiq, nie mam pojęcia czego pan ode mnie chce… bo jeśli to coś nielegalnego, to na pewno nie jest to dla mnie.- Odetchnął. - Są dwie rzeczy, przez które nie jestem z siebie dumny. Pierwsza to mój zbyt rozrywkowy tryb życia, a drugą jest coś, o czym nie chce mówić. - Drugą było używanie legilimencji. Isaac odczuwał zawsze ogromne wyrzuty sumienia jeśli musiał użyć jej bez zgody ofiary. Czekał na to, co powie Anthony.