26.03.2024, 23:20 ✶
Głupie skojarzenia kiedyś kłopoty mu przyniosą, ale ciężko było walczyć z językiem, który nie umiał kłamać, a jeśli to robił, to wychodziło to bardzo nieumiejętnie. To był jego dar, bo dzięki temu ludzie łatwo wiedzieli jak się czuje, nie musiał o tym często mówić słowami, ale z drugiej strony było to też jego przekleństwo, bo kiedy chciał coś zataić to jego domek z kart rozpadał się już przy początkowych dwóch kartach wyłożonych na stół i tylko od grzeczności rozmówcy zależało to czy dopyta, czy uzna za stosowne zostawienie tematu w spokoju.
Zaśmiał się niezręcznie, słysząc ten komentarz. Bo palnął idiotyzm, wiedział, kompletnie zbędny i bezsensowny.
-Ta...-zerknął w bok z kolejnym śmiechem.-Młodzi tacy są.-nie to, że był stary i nie to, że określał rozmówcę starym, ale widać było, że ewidentnie trochę dojrzali, wyrośli ze szkolnych głupot i życie dorosłe albo już porządnie zjechało jak łyse kobyły, albo chociaż lekko zweryfikowało korygując fałszywe przeświadczenia wpajane przez rodzinę i nauczycieli. Młodość cechuje się naiwnością i nadzieją, wiarą, a potem przychodzi praca i podatki.
-Oh... To brzmi... Nie tak źle, przynajmniej się czegoś uczysz, a nie tylko bezsensownie obrywasz w plecy.-może jakby sam się pchał w takie pojedynki, to by lepiej czarował? A może jakby to robił, to by nie miał oka, zębów czy reki, bo by czary pojedynkowe poszły nie tak i musiałby się do końca życia bujać ze swoją złą decyzją.
Kolejny śmiech rozległ się w uliczce urwany odchrząknięciem, gdy zdał sobie sprawę z tego, ze chyba nie powinien tak parkać i do tego tak głośno i do tego z tak dziwnego powodu, no i już się naśmiał trochę przy tym spotkaniu, trzeba znać umiar. Purpura na jego twarzy jasno krzyczała co działo się w jego głowie: ,,Zażenowany kretyn".
-Jasne, z chęcią ją przyjmę i dam jej dobry dom.-uśmiechnął się milutko, zastanawiając się teraz czemu chciał mu oddać lalkę jeśli klątwa nie będzie jednorazowa. Co z oddawaniem zabawki bratu? Czy właśnie niechcący stał się aniołkiem, który siadł mu na ramieniu przypadkiem kierując go na ścieżkę dobroci dla bliźnich? Nie chciał być czyimś duchowym przewodnikiem, niczyim mentorem, bo jak coś rypnie, to mu aż w stawy pójdzie, o wyrzutach sumienia już nie mówiąc.
-Aa... No tak, faktycznie.-wzdrygnął się, kiwając żywo głową i przestępując z nogi na nogę, aż w końcu odsuwając się krok robiąc mu miejsce na chodniku by mógł lecieć w stronę pomocy.-Mam nadzieję, że klątwa faktycznie będzie nieszkodliwa... Powodzenia i no... do zobaczenia?-kolejny raz zaprezentował zęby, gotów rozejść się i iść we własną stronę. Mieszkanie wiecznie czekać nie będzie, a świece same się nie zrobią.
Zaśmiał się niezręcznie, słysząc ten komentarz. Bo palnął idiotyzm, wiedział, kompletnie zbędny i bezsensowny.
-Ta...-zerknął w bok z kolejnym śmiechem.-Młodzi tacy są.-nie to, że był stary i nie to, że określał rozmówcę starym, ale widać było, że ewidentnie trochę dojrzali, wyrośli ze szkolnych głupot i życie dorosłe albo już porządnie zjechało jak łyse kobyły, albo chociaż lekko zweryfikowało korygując fałszywe przeświadczenia wpajane przez rodzinę i nauczycieli. Młodość cechuje się naiwnością i nadzieją, wiarą, a potem przychodzi praca i podatki.
-Oh... To brzmi... Nie tak źle, przynajmniej się czegoś uczysz, a nie tylko bezsensownie obrywasz w plecy.-może jakby sam się pchał w takie pojedynki, to by lepiej czarował? A może jakby to robił, to by nie miał oka, zębów czy reki, bo by czary pojedynkowe poszły nie tak i musiałby się do końca życia bujać ze swoją złą decyzją.
Kolejny śmiech rozległ się w uliczce urwany odchrząknięciem, gdy zdał sobie sprawę z tego, ze chyba nie powinien tak parkać i do tego tak głośno i do tego z tak dziwnego powodu, no i już się naśmiał trochę przy tym spotkaniu, trzeba znać umiar. Purpura na jego twarzy jasno krzyczała co działo się w jego głowie: ,,Zażenowany kretyn".
-Jasne, z chęcią ją przyjmę i dam jej dobry dom.-uśmiechnął się milutko, zastanawiając się teraz czemu chciał mu oddać lalkę jeśli klątwa nie będzie jednorazowa. Co z oddawaniem zabawki bratu? Czy właśnie niechcący stał się aniołkiem, który siadł mu na ramieniu przypadkiem kierując go na ścieżkę dobroci dla bliźnich? Nie chciał być czyimś duchowym przewodnikiem, niczyim mentorem, bo jak coś rypnie, to mu aż w stawy pójdzie, o wyrzutach sumienia już nie mówiąc.
-Aa... No tak, faktycznie.-wzdrygnął się, kiwając żywo głową i przestępując z nogi na nogę, aż w końcu odsuwając się krok robiąc mu miejsce na chodniku by mógł lecieć w stronę pomocy.-Mam nadzieję, że klątwa faktycznie będzie nieszkodliwa... Powodzenia i no... do zobaczenia?-kolejny raz zaprezentował zęby, gotów rozejść się i iść we własną stronę. Mieszkanie wiecznie czekać nie będzie, a świece same się nie zrobią.