— Oh, akurat to chciałbym zobaczyć! Ciekawe, jaka byłaby reakcja, gdybyś przyszła do restauracji właśnie tak, od razu po pracy. Ciekawe byłoby to sprawdzić w różnych lokalach. Czy jeśli by cię wpuścili, czy to oznacza, że są bardzo otwarci, czy może na ogół mają szemraną klientelę... — Gio już tworzył badanie socjologiczne.
— Opis nie sugeruje alkoholu... Co prawda napisano, że część składników jest niespodzianką, ale uprzedziliby o alkoholu... Więc tak, bezpieczniej będzie, jak zamówisz sam rum — odparł z uśmiechem. Miał tego dnia wyjątkowo dobry humor. "Wyjątkowo", gdyż ostatnimi czasy zazwyczaj był ponury i depresyjny. Wyjście do niestandardowej restauracji i odkrywanie nowych dań to zdecydowanie mu służyło.
Jego twarz wyrażała zdumienie i podziw, gdy Geraldine wspomniała o błotoryju. Zwierzę to słynęło z bardzo ostrych zębów, Giovanni nigdy by się do niego nie zbliżył. Zawsze podziwiał przyjaciółkę za to, że wchodziła w starcia z różnymi niebezpiecznymi bestiami.
— Ale jak to "zawiesili"? Bo nie wypełnił jakiegoś pozwolenia na zatrudnienie specjalisty z zewnątrz? Czy może w ogóle nie miał takiej możliwości?
Gio szanował instytucję Ministerstwa, aczkolwiek widział jej wady i sam walczył z niektórymi rozwiązaniami związanymi z tematyką, którą się zajmował. Chociaż sam lubił siedzieć w papierach, nie cierpiał biurokracji i trzymania się ściśle wszystkich zasad. Według niego, prawo miało służyć w pierwszej kolejności dobru człowieka. Nie znosił uszczypliwości niektórych pracowników, dla których wszelkie kodeksy były źródłem praw objawionych, a nie tylko wskazówkami do rozwiązania problematycznych kwestii.