27.03.2024, 16:05 ✶
Obserwował duchownego BARDZO uważnie, kiedy mówił że wątpi w istnienie podziemnych struktur, które działałyby poza zasięgiem oczu Ministerstwa. Normalnie w takiej sytuacji Bagshot by się jedynie uśmiechnął i pokiwał głową, że rozumie, jednak tym razem coś go tknęło i poczuł, że może mógłby mu powiedzieć co tak naprawdę myśli? Dlaczego się z nim nie zgadza? Przez ostatnie dni jedyne co robił, to rozpytywał i analizował. Musiał to jednak robić z głową. Przy ludziach, którzy pochodzili z czystokrwistych i radykalnie myślących rodzin, w życiu nie zająknąłby się o żadnym “podziemiu”. Aparycja Sebastiana sprawiła, że Isaac postanowił mu jednak trochę zaufać. Zdecydowanie mężczyzna nadawał się na duchownego, którego jednym z zadań jest przyciągać ludzi do siebie, oraz do wiary.
-Panie Macmillan, myślę że jest pan odpowiednią osobą, na odpowiednim stanowisku. - Pochwalił go więc, ale nie wyjaśnił o co dokładnie chodziło. Uśmiechnął się za to sam do siebie, jakby właśnie doszedł do jakiegoś wniosku.
-I niestety nie mogę się z Panem zgodzić. Moja intuicja i doświadczenie badacza podpowiadają mi, że jednak jakieś podziemie istnieje, albo przynajmniej zaczyna się formować. Zawsze tak się dzieje. - Wyjaśnił. - Wiem to na przykładzie wojen mugoli. Pierwszej i drugiej wojny światowej. Zwłaszcza drugiej, bo głównie tę badałem. Ministerstwo Magii swoją drogą, a poplecznicy Czarnego Pana swoją. - Napił się w końcu tej herbaty. Uznał, że nie będzie zanudzał go szczegółami. Chyba, że sam będzie dopytywał. Nie ruszył się po alkohol, skoro Sebastian wcześniej odmówił.- Zapomniałem posłodzić… takie “podziemie” może podejmować się praktyk, których Ministerstwu nie wypada. W końcu ludzie lubią patrzeć rządzącym na ręce, a potem ich krytykować za działania które są niezgodne z prawem.- Sięgnął po cukierniczkę i posłodził sobie herbatę. - Tak samo jak Czarny Pan ma swoje kontakty w rządzie, tak samo podziemie o którym myślę. Może nawet góra o nim wie, ale pozwolą im działać żeby móc mieć czyste ręce? Kto wie. To tylko moje przypuszczenia, panie Macmillan. Ale wydaje mi się, że mam rację. - Sięgnął po filiżankę, jednak zanim się napił, westchnął.
-Nie jest to jednak coś, czym chciałbym się dzielić ze wszystkimi. Niebezpiecznie jest… zasiewać takie myśli w umysłach innych ludzi, rozumie pan, co mam na myśli? - Spojrzał na niego uważnie, żeby mieć pewność że jego rozmówca zrozumiał.
-Co, jeśli znajdzie się ktoś kto o tym usłyszy i zacznie węszyć? Lepiej nie powtarzać tego dalej. - Poprosił i znów zrobił nieco strapiona minę. Postanowił jednak, że musi się napić i przetrawić to o czym rozmawiali. Odstawił swoją herbatę z powrotem na stół. Wstał, i wyszedł na chwilę do kuchni, jednak nie krzyczał już z niej tak wesoło jak to robił poprzednio. Wrócił po minucie niosąc butelkę i dwie szklanki do whisky. Postawił wszystko na stole.
-A może chociaż po jednym i przejdziemy na “ty”? - Zaproponował, jednak jeśli Sebastian odmówi, to nie będzie już naciskał. Chciał jeszcze wrócić do kwestii Limbo, i zapytać duchownego o wiarę oraz jego wiernych. Wątpił, że zmieszczą się w czasie, za który zostało mi zapłacone.
-Panie Macmillan, myślę że jest pan odpowiednią osobą, na odpowiednim stanowisku. - Pochwalił go więc, ale nie wyjaśnił o co dokładnie chodziło. Uśmiechnął się za to sam do siebie, jakby właśnie doszedł do jakiegoś wniosku.
-I niestety nie mogę się z Panem zgodzić. Moja intuicja i doświadczenie badacza podpowiadają mi, że jednak jakieś podziemie istnieje, albo przynajmniej zaczyna się formować. Zawsze tak się dzieje. - Wyjaśnił. - Wiem to na przykładzie wojen mugoli. Pierwszej i drugiej wojny światowej. Zwłaszcza drugiej, bo głównie tę badałem. Ministerstwo Magii swoją drogą, a poplecznicy Czarnego Pana swoją. - Napił się w końcu tej herbaty. Uznał, że nie będzie zanudzał go szczegółami. Chyba, że sam będzie dopytywał. Nie ruszył się po alkohol, skoro Sebastian wcześniej odmówił.- Zapomniałem posłodzić… takie “podziemie” może podejmować się praktyk, których Ministerstwu nie wypada. W końcu ludzie lubią patrzeć rządzącym na ręce, a potem ich krytykować za działania które są niezgodne z prawem.- Sięgnął po cukierniczkę i posłodził sobie herbatę. - Tak samo jak Czarny Pan ma swoje kontakty w rządzie, tak samo podziemie o którym myślę. Może nawet góra o nim wie, ale pozwolą im działać żeby móc mieć czyste ręce? Kto wie. To tylko moje przypuszczenia, panie Macmillan. Ale wydaje mi się, że mam rację. - Sięgnął po filiżankę, jednak zanim się napił, westchnął.
-Nie jest to jednak coś, czym chciałbym się dzielić ze wszystkimi. Niebezpiecznie jest… zasiewać takie myśli w umysłach innych ludzi, rozumie pan, co mam na myśli? - Spojrzał na niego uważnie, żeby mieć pewność że jego rozmówca zrozumiał.
-Co, jeśli znajdzie się ktoś kto o tym usłyszy i zacznie węszyć? Lepiej nie powtarzać tego dalej. - Poprosił i znów zrobił nieco strapiona minę. Postanowił jednak, że musi się napić i przetrawić to o czym rozmawiali. Odstawił swoją herbatę z powrotem na stół. Wstał, i wyszedł na chwilę do kuchni, jednak nie krzyczał już z niej tak wesoło jak to robił poprzednio. Wrócił po minucie niosąc butelkę i dwie szklanki do whisky. Postawił wszystko na stole.
-A może chociaż po jednym i przejdziemy na “ty”? - Zaproponował, jednak jeśli Sebastian odmówi, to nie będzie już naciskał. Chciał jeszcze wrócić do kwestii Limbo, i zapytać duchownego o wiarę oraz jego wiernych. Wątpił, że zmieszczą się w czasie, za który zostało mi zapłacone.