Oglądanie jego osoby nie deprymowało go w żaden sposób, wiedział, że jest wizualnie interesujący, wykorzystywał to zbyt często na swoją korzyść, aby przejmować się natarczywym wzrokiem. Może chłopak chciał się z nim przespać. Wyglądał na takiego, trochę karierowicz po sposobie bycia, który odpowiednio zajmie się potrzebami przełożonych, aby robić jak najmniej za jak najwięcej.
Nie kojarzył żadnego Isaaca w otoczeniu bratanka, ale nieszczególnie też zwracał uwagę na fanów, miłostki i dramaty szkolne, jeżeli nie musiał bezpośrednio ingerować w bójki z tego powodu albo kryć młodszych Longbottomów przed starszymi. Nazwiska, których nie słyszał od lat, prędko uciekały z głowy, gdy zajmowało się przyszłością i przeszłością i magicznymi artefaktami oraz skomplikowaną materią magii i rzeczywistości.
— Musiałeś być na roku też z Mildred Moody. Leży w Lecznicy Dusz po ataku Czarnego Pana, słyszałeś, że w końcu się obudziła? — zapytał, zaciągając się papierosem i pierwszą połowę zdania mówiąc dziwnie na wdechu, a drugą na wydechu. Ton miał niemal konwersacyjny, ale nuta zmartwienia pojawiła się w głosie.
Morpheus spojrzał na własny zegarek, elegancki model na nadgarstku, jakby wiedziony gestem Bagshota. On, w przeciwieństwie do Boba, miał nienormowany czas pracy i nikogo nie dziwiło, gdy wychodził, pojawiał się w Ministerstwie w środku nocy czy wychodził nad ranem. Departament Tajemnic, tyle wystarczyło, aby wyjaśnienia były zbędne. Aż ciekawiło go, gdzie pracuje młody czarodziej, mający w poważaniu zasady panujące w Ministerstwie Magii.
— Mówienie dobrze panu idzie, więc nie należało to do największych tortur tego świata. Zdarzały mi się tutaj gorsze konwersacje, niż opowieść o żuku i administracyjnym szczurze. Mów więcej, a z melodii twoich słów utkam przyszłość. Może być piwo. Z jakiego biura pan dezerteruje?
Patrzył na niego i zastanawiał się, kiedy i w jaki sposób zginie. Czy zrobią to śmierciożercy? Rozbiją Ministerstwo i każdy pracownik bez mrocznego znaku i rodowodu zostanie zamordowany zielonym światłem. Czy ten sympatyczny uśmiech zastygnie na zawsze na jego twarzy? A może uda mu się zestarzeć? Patrząc na długość życia czarodziejów, nie sądził. Mieli wojnę. Będzie miło, jeżel wszyscy nie skończą w zbiorowej mogile w Knei.
— Tylko lokal magiczny, nie mam przy sobie funtów.