Na wspomnienie imienia Loretty, poczuł prawie namacalnie żar płomieni. Nie tych, które łączą kochanków, ale rzeczywistego ognia, który rozniecił z nudów w jej pracowni, jak szczeniak, który potrzebuje jeszcze więcej stymulacji i owodnienia sobie, że jeszcze potrafi być brawurowy. To był bardzo zły czas w jego życiu, przed wyjazdem do Grecji, gdy wizje przyszłości szeptały mu o wykluczeniu, odcięciu i zatruwały jego osobę, przekształcając go w najgorszą wersję samego siebie. Ależ była wtedy wściekła. Nadal czerpał satysfakcję z wyrazu jej twarzy, chociaż z perspektywy czasu widział, jak bezsensowne było to działanie.
— A ty w ogóle czasami nim nie myślisz? — zapytał z przyjacielską złośliwością. — To ta malarka od Lestrange'ów, prawda? Metr pięćdziesiąt w kapeluszy, czarne włosy, lubi turpizm? Chociaż w sumie nie wiem, czy nadal lubi. Najwidoczniej nie lubi rozkładać nóg w krzakach, może poszycie zbyt kłujące dla jej arystokratycznego tyłka. Spróbuj w galerii sztuki albo na jakiejś wystawie.
Bardzo prędko zrozumiał, że Loretta nie ma dla niego zbyt wiele do zaoferowania, a żadne obciąganie nie uczyni nagle ciekawiej osoby z kogoś, kto ma zestaw umiejętności podobny do przeciętnej prostytutki. To nie była prawda, Loretta umiała pięknie malować, lubił jej sztukę, przynajmniej niektóre obrazy, jeden nadal miał w schowku, tylko dlatego, że nie bardzo wiedział, gdzie go powiesić; do sypialni się nie nadawał. Po prostu oboje zdecydowanie byli skojarzeni tylko na jednej płaszczyźnie.
— Absolutnie nie mam. Chodzi jedynie o zawodową ciekawość i empiryczne doznania takiej formy powiązania. Są rzeczy, o które nikt nie zapyta powiązanych par, przynajmniej nie do dokumentacji, na przykład szczegółowego opisu pożycia i efektów więzi na jego jakość. Nie wypada.
Znów Philip mu nie powie, bo Loretta nie poszła z nim do łóżka po stworzeniu więzi. Cóż.
— Brak rygoru irytował dopiero na dłuższą metę. Wakacyjne? Absolutnie idealne miejsce, tylko zamiast dziury z wykopaliskami, lepiej wybrać Itakę albo Kretę. Może Ateny, ale te znów wydają mi się przeładowane turystami, a byłem tam tylko w trakcie przesiadki ze statku na pociąg. Jestem jednak stronniczy, uwielbiam Grecję od dziecka.
Nawet uśmiech Morpheusa był przygaszony.
— Zrobiłbyś furorę, lubią blondynów.