Dokumenty wyglądały w porządku. Czy aby nie za dobrze to wszystko wyglądało? Pomogli jej wypełnić, rodzice koleżanki? Jeszcze ta umowa, podpisana także przez nią. Spojrzał także na nazwisko osoby, z kim. To była kluczowa sprawa, żeby nie doszło do jakiejś nieprzewidzianej współpracy przez nią z choćby, Rookwoodami.
Jedna z umów jaką trzymał, była zawarta z Icarusem Prewettem. Jeszcze tragedii nie było. Ale nie widział tego dobrze w dalszej części tego, co następne słuchał.
Richard próbował zrozumieć jej tok myślenia. Dziewczyna uczy się o biznesie, ale najpierw zakłada swoją działalność? To chyba nie w tej kolejności powinno się robić. O ile dobrze pamiętał, wcześniej wspomniała o oczekiwanym liście w sprawie zatrudnienia się u Blacka jako asystentka. Teraz, przypomniała mu, że miał wziąć ją pod swoje skrzydła i wprowadzić ją w podstawy zarządzania biznesem rodzinnym. Robert wspomniał mu o tym. Ale chyba nie był świadomy tego, co robi jego córka.
Wyjaśniała, a on już w połowie zamknął teczkę, lecz jej nie oddawał. Drugą dłonią rozmasował sobie nasadę u nosa zamykając oczy, próbując poukładać sobie jej informacje.
- Chwileczkę. Nie zapędzasz się?Opuścił dłoń i spojrzał na nią naprawdę poważnie.
- Rozkręcasz biznes, dopiero skończywszy szkołę. Podpisujesz umowy z nieznanymi sobie osobami. Chcesz zatrudnić się na pół etatu u Blacka. Ja mam Cię wprowadzić w nasz rodzinny interes. Jak chcesz to wszystko ze sobą pogodzić? Biznes to nie jest zabawa Sophie.
Nie był już taki łagodny w swoich słowach. Dość poważnie zwrócił jej uwagę na to, co robiła, według niego nie przemyślała wszystkiego Podsumował jej w swojej wypowiedzi to, co do tej pory zrobiła i jemu przekazała. Czy brała pod uwagę konsekwencje, jakie mogą wyniknąć, z nie wywiązania się z umowy? Że ktoś może ją wykorzystać? Z kim rozmawiać, kogo unikać? Co zrobi, jeżeli ktoś zacznie ją zastraszać? Narzucać nierealne możliwości wykonania zlecenia? Miała jakiekolwiek pojęcie jak rozmawiać z klientami, nawet trudnej kategorii?
- A powiedziałaś, czym chcesz się zajmować? Co sprzedawać?
Zapytał. Jeżeli Robert nie zapytał. Mogła spróbować sama od siebie powiedzieć. Co szkodziło? Może zwróciłaby na siebie tym pomysłem uwagę? Albo otrzymałaby od ojca poparcie, olałby ją albo wyraził się krytyką.
- Nie Sophie…
Chciał ją powstrzymać przed nalewaniem trunku do naczynia. Ale chyba go nie posłuchała. Nalała mu trochę stworzonej przez siebie cytrynówki, czuć było zapach cytryny, ale jeżeli był nawet słodki, Richarda zaraz skręci w żołądku.
- Nie dzisiaj.
Zaprotestował, odmawiając przetestowania jej wyrobu. Mdłości po spotkaniu z Delacour jeszcze go trzymały. A teraz jeszcze miała dojść niesprawdzona mieszkanka alkoholowa. Może też nie chciał w chwili obecnej ryzykować.
Przeniósł spojrzenie na te dwie butle, fermentujące odpowiednio płyn. Niezbyt przychylnie na to patrząc. Z punktu bezpieczeństwa, powinno to zniknąć stąd jak najszybciej.
Jako że drzwi do pokoju pozostawały otwarte, wszedł do środka skrzat Belenos z paczką, którą miał dostarczyć na to piętro dla panienki Sophie. Postawił ją przy ścianie, komodzie, gdziekolwiek w tym pomieszczeniu. Spojrzał na Richarda, a ten tylko gestem głowy go odprawił. Bez zadawania pytań. Skrzat oddalił się, zostawiając ich samych.
Właściwie to powinno zadać się jej inne pytanie.
Spojrzał na nią, zadając pytanie. Jakie będzie miała argumenty przekonujące, że chce to właśnie robić? Dlaczego nie nic innego, tylko właśnie to?