- Raczej szemraną klientelę, ostatnio po pracy byłam cała wysmarowana krwią, myślę, że chyba i do tych wątpliwej jakości by mnie nie wpuścili. - Jej praca... Była bardzo specyficzna. Zazwyczaj po prostu zahaczała najpierw o swoją uzdrowicielkę, bo często przy okazji robiła sobie krzywdę i musiała dać się obejrzeć jakiemuś specjaliście, bo nie mogła sobie pozwolić na trwałe urazy. Przy mniejszych zleceniach nie było takich problemów.
- Tak, muszą uprzedzać, bo co jeśli ktoś przyleciał na miotle? - Restauracja na pewno nie mogła sobie pozwolić na niespodzianki pod postacią alkoholu jako tajemniczego składnika. - Rum to pewnik, masz rację. - Właśnie dlatego, to właśnie to zamówiła. Idealnie pasował do tego miejsca, w końcu rum to przysmak piratów.
- Zdaniem jego przełożonych powinien pójść do ministerstwa, do odpowiedniego wydziału, ale wiesz, jak oni działają, zasugerowali, że powinien przesiedlić to stworzenie, obrońcy uciśnionych się znaleźli. To była ogromna bestia, nie widziałam jeszcze takiego wielkiego. Nie było szans, żeby go przenieść, ale widać, jak się znają. Dalej nie ruszyli tych widm w lesie, a o takie pierdoł się przyczepiają. - Nie ukrywała swojej pogardy do sposobu, w jaki działa ministerstwo, ale Gio powinien wiedzieć, jakie miała zdanie na ich temat, bo ciągnęło się to od lat.
Po dłuższej chwili pojawił się kelner z napojami, Yaxley sięgnęła po swój rum zadowolona i zamoczyła w nim usta, tylko tego jej brakowało do szczęścia.