Nie przestała spoglądać na Erika złowrogo, bo trochę ją denerwowały jego komentarze, szczególnie, że nie byli tutaj sami, nie znosiła krytyki, a teraz miała wrażenie, że ta dwójka siadła na nią jednocześnie. Jakby zrobiła nie wiadomo co głupiego, chociażby poszła w pojedynkę polować na kelpie (miała to już za sobą, więc to też nie byłoby nic nowego).
Gdyby przystał na pierwotny plan Gerry, to mógłby zamienić się z nią miejscem, bo miała spore doświadczenie w walce wręcz, umiała się bić, mieszała różne sztuki walki i chętnie prezentowała te techniki, których nauczyła się podczas swoich podróży. Lubiła ten sposób wyżywania się fizycznego, bo był zdecydowanie brudniejszy i brutalniejszy od eleganckiej szermierki. Miała wrażenie, że walka wręcz pasowała lepiej do jej charakteru.
- Najwyraźniej nie jest ze mną jeszcze tak źle. - Skoro ten nieszczęsny mózg jeszcze zdobywał się na jakieś próby walki.
Yaxley po prostu patrzyła na to przez pryzmat przeszłości, znajdowała się już w zdecydowanie gorszych sytuacjach, nie raz, nie dwa. Nawet całkiem niedawno, kiedy dwa razy nadziała się na te widma, które mieszkały w Kniei, uderzenie głową o kamień, to było nic, przy tym, czego już miała szansy doświadczyć, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, musiała się wyleczyć i tyle. Będzie mogła wrócić do pracy, jeden dzień nie brzmiał jeszcze tak tragicznie, chociaż może trochę, najbardziej ta świadomość, że czegoś nie może ją w tym wszystkim irytowała.
- Ta, Astaroth na pewno mnie utrzyma pod kontrolą. - Prychnęła, bo nie uważała, żeby miał on taką siłę przebicia, znaczy na pewno będzie jej gadał nad głową coś głupiego, tego nie pominie, ale jakoś sobie poradzi. - Będzie zachwycony, że może się nade mną trochę poznęcać. - W myślach powtarzała sobie, że to przecież tylko jeden dzień, że sobie poradzi, jakoś to wytrzyma, a później znowu będzie mogła uciec.
- Nie śmiałabym podważać twojej diagnozy Flo, zbyt wiele ci zawdzięczam, to tylko niepotrzebny komentarz. - Powinna była ugryźć się w język. Wiedziała, że Bulstrode miała w jej stosunku ogromną cierpliwość, zawsze jej pomagała, bez względu w jakim bagnie by się nie znalazła, nie chciała tego stracić.
- Mam jeszcze sporo potworów do zabicia, więc postaram się nie umrzeć. - Zresztą chciałaby odejść z tego świata w bardziej efektowny sposób, niż poprzez jakiś uraz głowy, to było zbyt banalne, jak na jej życie. Koniec będzie musiał być spektakularny, tak samo jak cało one.
- Oczywiście, że nie złamię słowa. - Akurat, jeśli coś obiecywała, to się tego trzymała, bez względu na to ile cierpliwości będzie to musiało ją kosztować.
- Skończył mi się, chętnie więc wezmę dawkę od ciebie. - Musiała zaopatrzyć swoją apteczkę, bo nie mogła dopuszczać do takich sytuacji, zbyt często wpadała w tarapaty.
- Dziękuję za pomoc Flo, wynagrodzę ci to wtargnięcie. - Nie uważała, żeby wizyta w Mungu była specjalnie dobrym pomysłem, ale tym razem nie było innego wyjścia. Powoli podniosła się z kozetki, czas najwyższy udać się do domu, legnąć w łóżku i jakoś przeżyć najbliższe dwadzieścia cztery godziny. - Chyba możemy się zbierać. - Ostrożnie, jak na siebie ruszyła w kierunku wyjścia.