28.03.2024, 12:44 ✶
Isaac zdecydowanie nie był karierowiczem. Isaac był Isaac'iem. Robił co chciał, mówił co chciał, i w ułamku sekundy potrafił zmienić swoje plany. Jeśli naprawdę nie podobałoby mu się w Ministerstwie Magii tak bardzo jak twierdził, to na pewno by już tam nie pracował. Z doświadczeniem jakie zebrał przez jedenaście lat podróżowania, mógł wykonywać wiele zawodów.
Isaac wiedział, że Milli ucierpiała, ale nie miał pojęcia, że już się obudziła. Pamiętał ją ze szkoły, była bardzo… specyficzną osobą. Na tyle specyficzną, że Bagshot miał nadzieję, że w Lecznicy Dusz wyleczą jej nie tylko rany fizyczne, ale i również głowę.
-Nie wiedziałem, że się obudziła.- Zmarszczył lekko brwi i spoważniał nieco. - Czy wie pan w jakim jest stanie, panie Longbottom? - Zapytał, mając nadzieję, że dziewczyna wróci do pełni sił fizycznych. Ją również w niedalekiej przyszłości będzie chciał odwiedzić. Nie wiedział czy będzie go pamiętała, jednak z drugiej strony spędzili razem w Hogwarcie siedem lat, więc powinna go kojarzyć. Isaac miał świetną pamięć do twarzy, imion i nazwisk, ale nie wszyscy mogli się tym pochwalić.
-Panie Longbottom, Bob może i jest przeraźliwie nudny, ale to człowiek, a nie szczur. Ludzie nie są szczurami ani żadnymi robakami. Ludzie, to ludzie.- Powiedział bardzo spokojnie i bardzo powoli. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i nie uśmiechał się już tak wesoło jak wcześniej. Coś, co powiedział mężczyzna, sprawiło że jego wesołość w mgnieniu oka wyparowała.
-Jeszcze jednego papierosa, panie Longbottom? - Zaproponował, a kiedy Morpheus zgodził się iść z nim napić, pokiwał głową i ruszyli.
-Znam jedno miejsce, jest dość blisko. To zwykły pub, ale podają tam dobre piwo. Sami je warzą. Nie przepadam za piwem, ale to mógłbym czasami wypić. To tak jak z Guinnessem. Raz w roku, ale wypadałoby. - Wyjaśnił. - I nie chciałby Pan tkać przyszłości z moich słów, panie Longbottom. Nie dzieje się dobrze i nie będzie dobrze. - Westchnął, zaciągając się papierosem kiedy szli. - Jestem z departamentu magicznego handlu międzynarodowego.
Isaac wiedział, że Milli ucierpiała, ale nie miał pojęcia, że już się obudziła. Pamiętał ją ze szkoły, była bardzo… specyficzną osobą. Na tyle specyficzną, że Bagshot miał nadzieję, że w Lecznicy Dusz wyleczą jej nie tylko rany fizyczne, ale i również głowę.
-Nie wiedziałem, że się obudziła.- Zmarszczył lekko brwi i spoważniał nieco. - Czy wie pan w jakim jest stanie, panie Longbottom? - Zapytał, mając nadzieję, że dziewczyna wróci do pełni sił fizycznych. Ją również w niedalekiej przyszłości będzie chciał odwiedzić. Nie wiedział czy będzie go pamiętała, jednak z drugiej strony spędzili razem w Hogwarcie siedem lat, więc powinna go kojarzyć. Isaac miał świetną pamięć do twarzy, imion i nazwisk, ale nie wszyscy mogli się tym pochwalić.
-Panie Longbottom, Bob może i jest przeraźliwie nudny, ale to człowiek, a nie szczur. Ludzie nie są szczurami ani żadnymi robakami. Ludzie, to ludzie.- Powiedział bardzo spokojnie i bardzo powoli. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i nie uśmiechał się już tak wesoło jak wcześniej. Coś, co powiedział mężczyzna, sprawiło że jego wesołość w mgnieniu oka wyparowała.
-Jeszcze jednego papierosa, panie Longbottom? - Zaproponował, a kiedy Morpheus zgodził się iść z nim napić, pokiwał głową i ruszyli.
-Znam jedno miejsce, jest dość blisko. To zwykły pub, ale podają tam dobre piwo. Sami je warzą. Nie przepadam za piwem, ale to mógłbym czasami wypić. To tak jak z Guinnessem. Raz w roku, ale wypadałoby. - Wyjaśnił. - I nie chciałby Pan tkać przyszłości z moich słów, panie Longbottom. Nie dzieje się dobrze i nie będzie dobrze. - Westchnął, zaciągając się papierosem kiedy szli. - Jestem z departamentu magicznego handlu międzynarodowego.