Słysząc jego słowa uśmiechnęłam się szeroko. Czyli miał dobry humor. Pacnęłam go w ramię z pięści i wywróciłam oczami. Wyciągnęłam przed siebie różdżkę, aby przyświecić sobie w drodze i nie wpaść w jakieś krzaki, ale znając moje szczęście – prędzej, czy później, o coś się na pewno potknę. Należałam do osób pechowych, bywałam w wielu różnych miejscach i wiele osób poznałam, zawsze pakowałam się w kłopoty, natrafiałam na pechowe sytuacje, a czasami nawet jak los dał to i potknęłam się o własny cień.
– Oh, daj spokój, dobrze wiem, że kochasz moje towarzystwo. Beze mnie twoje życie byłoby nudne i szare – odparłam idąc w stronę miejsca, które kiedyś pokazał mi mój ojciec. Była to niewielka polana z kwiatami i kolorowymi krzewami na skraju.
Nie zdawałam sobie sprawy, że moje luźne podejście do życia było dla niektórych osób zagadkowe i niezrozumiałe. Astaroth zawsze towarzyszył mi w moich przygodach, akceptował moje pomysły i rzadko słyszałam od niego narzekania (zazwyczaj je ignorowałam, więc moja wiedza na ten temat może być odrobinę zakrzywiona).
– Y… nie – odparłam unosząc jedną brew ku górze, gdy zaproponował polowanie. – Nie ma polowań na mojej warcie. Idziemy na piknik milordzie – przyglądałam się mu jak wymachuje kijem niczym pałką do baseballa i w sumie to nie był głupi pomysł. – Możemy zaczarować kamień, aby wyglądał jak piłka, a konary jak kije – rzuciłam luźno rozglądając się dookoła i szukając odpowiedniej drogi. Moje zawahanie trwało krótko, bo doskonale wiedziałam dokąd idę. Nie było miejsca, w którym mogłabym się zgubić. Czasami byłam jak żywy kompas.
Spojrzałam na niego wymownie, gdy zadał mi pytanie o drogę. Chyba nie musiałam nic mówić, bo moje oczy mówiły za siebie. Wręcz mógł usłyszeć moje spojrzenie. Wiedziałam, że on wiedział, że ja się nie gubię. Tak, mogę potknąć się o konar i rozwalić kolano, ale nie zgubię drogi choćby ktoś mnie o to błagał.
– Tak, idziemy dobrze – dodałam jakby nie zrozumiał mojego spojrzenia i po kilku chwilach byliśmy na miejscu. Wyciągnęłam z torby kocyk i rzuciłam go prosto w moją wampirzą miłość. Nadal nie potrafiłam pogodzić się z tym kim się stał, nadal mnie bolało, że był martwy, że nie będzie nam dane się razem zestarzeć.