Wyglądało na to, że chłopak ją znał, a ona nie była w stanie sobie przypomnieć o co chodziło. Jak w jakimś głupim śnie, gdzie rzeczywistość zaciera się z koszmarami i musisz wytężyć umysł do granic możliwości, aby uświadomić sobie, że wcale nie musisz uciekać przed potworami, bo one nie istnieją. Elaine nigdy nie była mądrą osobą, była bystra, spostrzegawcza, ale totalnie głupiutka i naiwna. Wytężenie umysłu w takim miejscu graniczyło z cudem. Nawet nie pamiętała, że zasypiała w jego ramionach, że uczyła się czytać i pisać. Jej mózg tworzył nową rzeczywistość, do której chciała się dostosować, bo tak było łatwiej.
– Jesteś martwy – mruknęła wbrew woli zaciskając na jego dłoni swoją własną. Była taka zimna i blada, ale nie była też pewna, czy to działo się naprawdę. Dostrzegła w oddali jakiś ruch, a w jej sercu zamajaczył strach, obawa, lęk. Jak wtedy, gdy masz uczucie bycia śledzony podczas wracania późno do swojego domu. Uczucie minie, gdy wrócisz w swoje ciepłe, domowe progi. – Ktoś się zbliża, chyba powinniśmy się schować – kierowało nią przeczucie. Nie była świadoma tego, czy miało ono rację bytu, więc pociągnęła niezgrabnie chłopaka w stronę jakiegoś korytarza.