— Nie dbam o to — odpowiedział, częstując się papierosem Bagshota. Zapalił go swoją zapalniczką, która jakimś cudem znalazła się w jego dłoniach, prawie jakby droczył się ze swoim druhem, pojmując magię bezróżdżkową szybciej niż on, przy pomocy swojej Kambodżańskiej księżniczki. Nie była to prawda, Morpheus nie miał chęci, aby sięgać do tego rodzaju sztuki magicznej i włączać ją do swojego szerokiego portfolio. W rzeczywistości miał zręczne palce, wyćwiczone na sztuczkach karcianych i cała masę ukrytych ślicznie w szwach kieszonek na drobiazgi.
Smugi dymu, bardziej widoczne w wilgotnej przestrzeni, sunące leniwie, oplotły jego, a później popłynęły, może intencjonalnie, w stronę Neila, jak pieszczota ognistego żywiołu.
— Atena Promachos. Atena, która walczy na linii frontu. Nie wywracaj oczami, Antoniuszu. Od strony włóczni byłoby przejście do sali do szermierki i zbrojowni, a po drugiej stronie do mojego gabinetu. Po lewej, sala balowa... Ach, nie, to musi być wejście do wieży — sprężystym krokiem przemierzał przestrzeń, w przeciwieństwie nie stojąc bezczynnie. Złapał za mosiężną klamkę wejścia do większej z nich, nacisnął i pociągnął.
Przez chwilę zardzewiały mechanizm nie chciał zadziałać, a przeciągłe skrzypienie poniosło się po kościach wszystkich dookoła i aż zabolały zęby, gdy przeciągły jęk drewna i metalu wydobył się z zawiasów, aby ukazać czwórce mężczyzn...
Zamurowane przejście.
Na dodatek wyglądało to na świeżą robotę, co całkowicie nie pasowało do stanu reszty budyku. Ramiona Morpheusa były już całkiem mokre, a włosy pozostały na miejscu tylko dzięki potędze Ulizanny, wersji luksusowej, bo wykonanej przez jego szwagierkę, znającą ze swojego panieńskiego domu tajną recepturę.
— Nie sądziłem, że ktoś dokonuje tutaj jakichś prac gospodarczych.
Spojrzał na Antoniusza pytająco, sądząc, że jeśli ktokolwiek wie cokolwiek na ten temat, jest to właśnie on. Nie byłoby to dziwne generalnie, w końcu dworem Gauntów też zajmuje się inna rodzina, chociaż z lepszym skutkiem. Właśnie o to chodziło. Tutaj nic nie było zadbane, wszystko pokrywała patyna, pleśń i rozkład. Doskonale podobało się to Morpheusowi, ale nie wyjaśniało to zamurowanego przejścia.