28.03.2024, 23:03 ✶
Isaac’owi nie było przykro, kiedy Olivia wspominała o swoich rodzicach. Cieszył się razem z nią i nigdy nie porównywał do innych. Zawiść również była mu daleka, więc nie miewał problemu z tym, że ktoś coś miał, a on nie. Dzięki temu miało się spokojniejszą głowę i człowiek był szczęśliwszy.
-Obiecuję, że potem zabiorę cię tam gdzie będziesz chciała. Co byś zjadła? - Oczywiście, że postawi jej obiad i wszystkie słodycze na które będzie miała ochotę.Trzymając ją za rękę, dał się poprowadzić w stronę Hogsmeade.
Isaac również miał nadzieję, że nikogo prócz nich tam nie będzie. Tak jak oczywiście obiecał, poszuka jej ładnych kamieni, ale chciał się też trochę “poprzytulać”. To oni byli jedna z tych par, która lubiła znaleźć sobie cichy schowek na miotły.
-Noo, proszę panno Olivio, jesteśmy sami. - Zauważył z zadowoleniem i objął dziewczynę ramieniem. Pogoda dopisywała i roślinność budziła się do życia, więc trawa na polanie była nie tylko zielona, ale miejscami również rosły na niej fioletowe krokusy. Mały mostek porośnięty był mchem bardziej niż zazwyczaj, ale oprócz tego wyglądał tak samo jak zawsze.
-Rozłożymy się obok mostu. - Zarządził i kiedy dotarli do miejsca które uznał za idealne na “piknik”, rozłożył swoją szatę na trawie żeby Olivia mogła usiąść i oprzeć się o ścianę mostu. Byli może dwa metry od brzegu rzeki, a do tego z jednej strony osłonięci przed światem. Mądre!
Isaac pod szatą miał granatowa koszulę i czarne spodnie. W końcu randka to randka! Ubrał się ładnie.
-Prosze bardzo, panienko. Proszę się rozsiąść i czekać na kamienie. - Sam usiadł na trawie i zaczął ściągać buty oraz podwijać nogawki.
-Obiecuję, że potem zabiorę cię tam gdzie będziesz chciała. Co byś zjadła? - Oczywiście, że postawi jej obiad i wszystkie słodycze na które będzie miała ochotę.Trzymając ją za rękę, dał się poprowadzić w stronę Hogsmeade.
Isaac również miał nadzieję, że nikogo prócz nich tam nie będzie. Tak jak oczywiście obiecał, poszuka jej ładnych kamieni, ale chciał się też trochę “poprzytulać”. To oni byli jedna z tych par, która lubiła znaleźć sobie cichy schowek na miotły.
-Noo, proszę panno Olivio, jesteśmy sami. - Zauważył z zadowoleniem i objął dziewczynę ramieniem. Pogoda dopisywała i roślinność budziła się do życia, więc trawa na polanie była nie tylko zielona, ale miejscami również rosły na niej fioletowe krokusy. Mały mostek porośnięty był mchem bardziej niż zazwyczaj, ale oprócz tego wyglądał tak samo jak zawsze.
-Rozłożymy się obok mostu. - Zarządził i kiedy dotarli do miejsca które uznał za idealne na “piknik”, rozłożył swoją szatę na trawie żeby Olivia mogła usiąść i oprzeć się o ścianę mostu. Byli może dwa metry od brzegu rzeki, a do tego z jednej strony osłonięci przed światem. Mądre!
Isaac pod szatą miał granatowa koszulę i czarne spodnie. W końcu randka to randka! Ubrał się ładnie.
-Prosze bardzo, panienko. Proszę się rozsiąść i czekać na kamienie. - Sam usiadł na trawie i zaczął ściągać buty oraz podwijać nogawki.